7 zielonych myśli o kinie i filmach

W dobie łatwego dostępu do filmów i nieograniczonego niczym piractwa, najczęściej oglądamy je w domu. Kiedy ostatni raz byliście w kinie? Ja próbuję oszacować wszystkie moje wyjścia w 2016 i wychodzi mi poniżej 10. Maaało! Jednak za każdym razem, gdy już się wybiorę, podoba mi się na tyle, że obiecuję sobie chodzić częściej. To jednak zupełnie inne doświadczenie, o ile ma się na sali dobre miejsca.

*

Na dużym ekranie filmy odbiera się inaczej, szczególnie te z dobrą muzyką. Pamiętam, jakie wrażenie zrobił na mnie Whiplash – oglądać to na laptopie wydało mi się później bluźnierstwem. Zachwycona wróciłam też z Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć, które znajomi oglądający film w domu określili jako przeciętne. Nie wiem, na ile to kwestia gustu, a na ile warunków seansu – jednak efekty specjalne i niezwykłe postaci magicznych zwierząt lepiej jest oglądać z bliska i w dużym rozmiarze. Inaczej wybrzmiewa też ścieżka dźwiękowa, bardziej można wczuć się w atmosferę przedstawianego świata.

*

Po czym poznać, że film jest dobry? Według mojego kryterium po tym, że siedzi nam w głowie jeszcze przez kolejne kilka dni. Ja mam tak obecnie z La la landem. Dużo sprzecznych uczuć we mnie ten film wywołał: po pierwsze, nie spodziewałam się akurat takiej formy, więc czułam się podczas oglądania trochę zdezorientowana. Kilka scen poruszyło we mnie nostalgiczną, słodko-gorzką strunę – bo zderzenie marzeń z prawdziwym życiem takie właśnie bywa. Przy czym wychodząc z kina wcale nie byłam tym filmem zachwycona, a raczej czułam się nieco skołowana, jakbym nie przyswoiła do końca tego, co właśnie zobaczyłam. Później wróciłam do domu i obejrzałam jeszcze raz wszystko, co dało się wyszukać na Youtube. Trailery, sceny, wszystkie te niesamowite piosenki i recenzje ludzi mądrzejszych ode mnie. Musiałam to sobie poukładać i przemyśleć – ten film docierał do mnie na raty.

W jakiś sposób La la land łamie mi serce. Swoją muzyką, głównym tematem wygrywanym na pianinie i bezradnym spojrzeniem Sebastiana na Mię w trakcie koncertu The Messengers, tuż przed tym, jak porywa ją tłum. Reżyser – Damien Chazelle – jest jakimś dziwnym geniuszem. To już drugi jego film (pierwszym był Whiplash), który tak głęboko wwiercił mi się w głowę.

*

Rozważam w dalszej przyszłości zakup karty Cinema City Unlimited – za 50zł miesięcznie ma się wtedy nielimitowane seanse. Myślę, że chodziłabym przynajmniej raz w tygodniu, ale może praktyka pokazałaby coś innego: trzeba by to zweryfikować. Jeśli ktoś z Was posiada, to ciekawa jestem opinii.

*

Filmy animowane wzruszają mnie jednak o wiele częściej niż zwykłe. Nie tak dawno na przykład oglądałam Trolle – jaka to mądra psychologiczna bajka pod pozorem kolorowych stworzonek! Albo takie W głowie się nie mieści. Genialna koncepcja, według której każdy człowiek ma w sobie różne barwne potworki o określonym kolorze i określonej emocji. Te potworki siedzą sobie w środku człowieka za wielką konsolą z milionem guziczków i dźwigni, sterując naszym zachowaniem. Jest fioletowy Strach, żółta Radość, czerwony Gniew, zielona Odraza. Jest też niebieska Smutek, którą potworki chcą trzymać jak najdalej od konsoli, żeby człowiekowi wiodło się dobrze. Tylko okazuje się, że niebieska Smutek też pełni ważną rolę i wcale nie chodzi o to, żeby wyeliminować ją z gry. Zwiastuny tutaj i tutaj, jeśli jeszcze nie widzieliście tej bardzo wartościowej pozycji.

*

Innym z moich ulubionych filmów animowanych ostatnich lat jest Zwierzogród. Genialny i łapiący za serducho, świetna postać lisa i króliczka. Czuję mentalną więź z Judy, a piosenkę Nie bój się chcieć zarówno w polskiej, jak i angielskiej wersji, przesłuchałam już chyba z kilkaset razy. To pozycja, która w moment nastraja pozytywnie i dodaje wiary w osiągnięcie własnych szalonych planów. Takich filmów nigdy dość, proszę o więcej!

*

Przez większość moich licealnych lat chodziłam do WDKu w Rzeszowie na Dyskusyjny Klub Filmowy. Odbywał się w każdy poniedziałkowy wieczór i pamiętam, że nie odpuściłam go sobie nawet na dzień przed maturą. W końcu priorytety to priorytety, nie? Oglądaliśmy nieraz filmy dziwne, trudne, dla mnie nie zawsze zrozumiałe, a miałam wtedy te 18 czy 19 lat. Czasami dopiero dyskusje po seansie dawały mi do myślenia – kiedy ludzie różnych pokoleń, od nastolatków po emerytów, mówili o swoim odbiorze danej produkcji. I okazywało się, że coś, co uznałam za głupie i dziwne, miało w sobie wiele nawiązań do innych ważnych historii – których ja z racji swojego wieku i małego doświadczenia nie wyłapałam. To nauczyło mnie pokory w stawianiu diagnoz w rodzaju: głupie, dziwne i niezrozumiałe. Takie inicjatywy jak DKF są bardzo rozwijające – teraz aż sama się sobie dziwię, że po przyjeździe do Poznania nie zahaczyłam o żaden. A to już ponad trzy lata, właściwie trzy i pół… Chyba muszę się lepiej rozejrzeć po poznańskich kinach kameralnych. Jak tylko zdam wszystkie kolokwia i egzaminy, których mam teraz masę.

 

A w przyszłym tygodniu znowu idę do kina, tym razem na SING. Jak już wiecie, jestem koneserką filmów animowanych i chyba tak mi zostanie do późnej starości :) Przeczuwam, że będę kiedyś chodzić z wnukami na wszystkie bajkowe seanse i niewykluczone, że sprawią mi większą radość niż im. Chyba potrzebuję mieć dużo wnuków.

A Wy na czym ostatnio byliście w kinie?

  • Też mam to samo… do kina chodzę dużo rzadziej niż bym chciała, a zawsze jak już pójdę, to obiecuję sobie, że będę to robić częściej. W końcu jak na kulturę i rozrywkę te paręnaście, czy dwadzieścia kilka złotych za seans to śmiesznie mało, a zwłaszcza, że jest to też dobry pretekst do spotkania się z kimś. No i o ile jesteśmy bogatsi! :)

    • Dokładnie! Jeśli przypadkiem wyląduję od lipca w Warszawie, to musimy się nawzajem wyciągać przynajmniej ten raz w miesiącu :D Karta Cinema Ciny Unlimited do rozważenia :>

  • Uwielbiam kino! Studiując pracowałam w kinie i to było dopiero świetne doświadczenie i seanse za darmo:) Też się wybieram na Sing, a Zwierzogród i scena z leniwcami rozwala mnie za każdym razem:))

    • To jest duży plus pracy w kinie – sama zazdrościłam znajomym, że mają do 6 seansów miesięcznie za darmo wraz z osobą towarzyszącą :) Dla kinomaniaków, którzy i tak często chodzą, to niezła opcja. A leniwce rządzą!

  • Peter Wiggin

    Dzięki twojemu wpisowi obejrzałem ‚W głowie się nie mieści”. Rzeczywiście film jest świetny i daje do myślenia. Zabawny i smutny jednocześnie. Najbardziej uderzyło mnie to, że taka prosta animowana bajka praktycznie przejeżdża walcem po całej obecnej kulturze, którą nazwałbym „stay positive and happy at any cost”. Widzimy ją w filmach, postawie celebrytów i słuchając wszechobecnych coachów. Ten film świetnie pokazuje, że negatywne zdarzenia i uczucie smutku są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania.

    • Cieszę się, że wpis skłonił Cię do tego seansu i że się podobało :) Filmy animowane mają w sobie czasami więcej ukrytej mądrości niż te zwykłe. Ten akurat ładnie pokazuje, dlaczego potrzebujemy także negatywnych uczuć i zdarzeń – a o tym, że ich potrzebujemy, faktycznie można nieraz zapomnieć w dobie obecnej instagramowej szczęśliwości i wiecznie różowych kucyków.

  • Ostatnio myślałam o tym czy pójść zobaczyć La la land i zachęciłaś mnie :) A Whiplash i W głowie się nie mieści również mi się bardzo podobały.

    • Jeśli lubisz klimaty musicalowe, to idź :) Warto wiedzeć tylko, że jest tam dużo tańca i dużo muzyki – może nie spodobać się osobom mającym alergię na musicale. Głównie mężczyźni krytykowali, chyba się nie spodziewali takiej formy :D

  • Ależ Ci zazdroszczę oglądania „Whiplash” na dużym ekranie! Zrobił na mnie ogromne wrażenie i nie ukrywam, że to właśnie nazwisko reżysera skłoniło mnie do zainteresowania się „La la land”, który na pierwszy rzut oka wydał mi się filmem w zupełnie nie moim klimacie. Bardzo jestem ciekawa, co z tego wyniknie. Natomiast jeśli chodzi o moje wyjścia do kina, to jest dramat. W zeszłym roku byłam w kinie 2, maksymalnie 3 razy. Smuci mnie to, bo kiedy miałam kilkanaście lat, byłam prawdziwą kinomaniaczką, a jeszcze na początku studiów pilnie śledziłam wszystkie festiwale i zrywałam się z zajęć, żeby zdążyć na wczesny seans na WFF. W tym roku chciałabym odświeżyć stare zwyczaje, bo tak jak Ty uważam, że kino ma w sobie magię, której nie da się porównać z doświadczaniem filmu w domowym zaciszu.

    • To może ten rok będzie dobry na powrót do kinomaniaczych korzeni, zapowiada się kilka ciekawych premier:) Ja mam na liście do zobaczenia na pewno Piękną i Bestię z Emmą Watson i Balerinę (animowany, moja słabość), ale będzie pewnie dużo innych. Może uda mi się jeszcze zobaczyć Patersona zanim go zdejmą z kin, chyba muszę się pospieszyć:P
      To trzymam kciuki za odświeżanie starych kinowych zwyczajów!

      • Dzięki! Kciuki się przydadzą. Na Patersona też mam ochotę, lubię i Adama Drivera, i Jarmuscha – chociaż już straciłam nadzieję, że w kinie mi się uda :P

  • Oj, bardzo lubię chodzić do kina. Napaliłam się strasznie na La la land, czekam na oficjalną premierę i pędzę rezerwować miejsce. Uwielbiam musicale, uwielbiam duet Gosling & Stone, czego chcieć więcej? Słyszałam różne opinie i marzę tylko o tym, by w końcu wyrazić własną.
    Ostatnio byłam bodajże na „Inferno”, kolejnej ekranizacji powieści Dana Browna. Powiem tyle – dobrze, że wcześniej nie czytałam książki, bo wysmarowałam film od dołu do góry. A tak, nawet mi się podobał :)
    Kurcze, w kinie jest coś niesamowitego. Już wiele razy złapałam się na myśli, że film w domowym zaciszu ani mnie tak nie bawi ani nie zachwyca jak ten oglądany na przyciemnionej sali. Szkoda tylko, że bilety takie drogie ;)
    Na moją listę filmów do obejrzenia ląduje Whiplash i Zwierzogród, dziękuję!

    • Daj znać, jak wrócisz z La la landu, jestem ciekawa wrażeń :) Jeśli lubisz musicale i ten duet, to wyczuwam jakieś 89% szans na zachwyt :D
      To prawda, że bilety bywają drogie – zależy jeszcze, czy ma się możliwość na pójście w dni robocze zamiast w weekend. Warto zrobić dokładną obczajkę w swoim mieście, gdzie i kiedy jest najtaniej – póki co najlepsza opcja, jaką ja widziałam, to tanie środy za 15zł w Cinema City. 30zł na kino miesięcznie za 2 seanse to można wydać, a duch kulturalny pobudzony :D

      • Wróciłam i … jestem zachwycona :) 9/10 i serduszko na filmwebie! Kurcze, zupełnie nie rozumiem zarzutów co do formy filmu. Czy Ci ludzie nie wiedzieli wcześniej, że będą mieć do czynienia z musicalem? :)

        • Cieszę się :D Tak czułam! #teamzachwyt
          Właśnie chyba dużo ludzi nie wiedziało, ja byłam na pokazie przedpremierowym w ramach ladies night i wyglądało na to, że sporo osób przyszło nic nie wiedząc o filmie (poza tym, że zgarnął tyle nagród). No i zonk, jeśli ktoś jest antymusicalowy :D

  • mi też wyszło poniżej 10, konkretnie jeden. tak, nie jestem kinomaniakiem…
    filmy animowane faktycznie są niezwykle wzruszające, mają wielką moc! chyba każdy pamięta tę rzekę łez na Królu Lwie czy Tarzanie :D

  • Ooo właśnie dałaś mi do myślenia, ze czas iść do kina. :) Byłam już tak dawno, że nie pamiętam chyba jak wygląda hehe :p Też lubię filmy animowane, ale właśnie te z przesłaniem, a nie jest wielki szum o nic. Swoją drogą zauważyłam ostatnio że bardzo dużo ich wychodzi na rynek.:)

  • „La la land” jeszcze nie widziałam. Sama uwielbiam anonimowane pozycje „Zwierzogród”, „W głowie się nie mieści” czy „SING” to jedne z tych bajek, które wzruszą, rozśmieszą i dadzą do myślenia. Ten rok, pod względem kinowym zaczęłam dobrze, nawet bardzo dobrze. Trzy wyjścia, z czego dwa bardzo udane i jeden taki sobie. Widziałam już „Patersona”, „SING” i „Assasin’s Creed” (to właśnie ten, na którym nieco przysypiałam). Teraz planuję „Balerinę” oraz „Piękną i Bestię” w marcu, bo przecież nie samym wysokim kinem człowiek żyje :)

    • „Piękną i Bestię” koniecznie chcę zobaczyć w kinie, też nie mogę się doczekać! Noo to miałaś trzy wyjścia w niecały miesiąc, niezły wynik i wróży bardzo filmowy rok :D

  • Uwielbiam chodzić do kina. Każdy film obejrzany na dużym ekranie działa na mnie zdecydowanie mocniej. Marzy mi się też maraton filmowy – nigdy na żadnym jeszcze nie byłam. :) Ostatnio oglądałam Assassin’s Creed – cóż, wybór Lubego, ale zaskakująco udany. ‚La La Land’ też jest na mojej liście. ;)

  • Ja ostatnio nadrabiałam zaległości i poszłam do kina na zaległe Gwiezdne Wojny – to jeden z tych filmów które trzeba zobaczyć na dużym ekranie.
    Ciekawi mnie Twoje reakcja na La La Land. Bardzo chce isc na to do kina i teraz czuje się jeszcze bardziej zaintrygowana.

  • Udało mi się wybrać na „La La Land” do kina i miałam bardzo podobne doświadczenia do Twoich. Też wyszłam z kina raczej rozczarowana, na seansie chwilami się nudziłam, a rozmowy bohaterów momentami wydawały mi się bardzo banalne i sztuczne. Ale – tak jak napisałaś – choć od seansu minął tydzień, to wciąż nie mogę tego filmu wyrzucić z głowy. Myślę, że jest bardzo mądry, chociaż w nieoczywisty sposób :)