A może będę jak Ignacy Borejko i zostanę stoikiem

Ignacy Borejko jako postać Jeżycjady zawsze mnie trochę irytował. Sypał bez końca tymi łacińskimi sentencjami, miał dwie lewe ręce do przyziemnych czynności, był cholernie pretensjonalny i najchętniej gadałby tylko o starożytnych filozofach. Też mi wielki nestor rodu.

Tymczasem w dwudziestym trzecim roku swojego życia zaczynam ojcu Borejko przyznawać trochę racji. Nie tyle w kwestii życiowej niepraktyczności (facet nie umiał porządnie zawiesić firanki), ale w kwestii jego niezachwianego niczym spokoju wobec różnych wydarzeń.

 

Gdy kołczing zawodzi

Wiecie, kiedyś bardzo trafiała do mnie retoryka coachów i mówców motywacyjnych. Byłam zachwycona książkami Briana Tracy’ego, szczególnie tą Zmień myślenie, a zmienisz swoje życie. Nadal ją polecam, ale już ze znacznie mniejszym entuzjazmem, za to znacznie większym dystansem. Pamiętam też, że trzy lata temu za fenomenalne uważałam wystąpienie Jacka Walkiewicza Pełna moc możliwości. Dziś uważam je za ciekawe i warte wysłuchania, ale to by było na tyle. Jasne, że należy starać się być optymistą i realizować swoje cele. Jasne, że jakość naszych myśli ma realny wpływ na to, co się wokół nas dzieje. Trzeba otaczać się dobrymi ludźmi i mądrymi treściami, jak najmniej narzekać, zmieniać na lepsze tę część rzeczywistości, która leży w naszym zasięgu. Tylko że w pewnym momencie dochodzi się do ściany, bo jednak nie da się zmienić wszystkiego. Wbrew gadkom niektórych mówców motywacyjnych, istnieje taki punkt, od którego zaczyna się bezradność. I wtedy każde jesteś zwycięzcą! robi więcej szkody niż pożytku, bo zabiera prawo do okazjonalnego pozwolenia sobie na bycie bezradnym. Nie wszystko się da i to jest zupełnie okej.

Kiedyś wieszałam sobie w pokoju pobudzające mnie do działania cytaty. Impossible is nothing było jednym z nich, a gdzieś obok wisiał tekst o tym, że życie jest chwilą i trzeba make it burn always with the hardest flame. Dzisiaj tylko uśmiecham się na te słowa. Cieszę się, że fala taniego coachingu w Polsce już w dużej mierze minęła i dzisiaj podchodzi się do tego z dużym dystansem. Tylu było specjalistów od sukcesu, wielkich marzeń, emanowania radością 24/7. Też się na to nabrałam. Dzisiaj wiem, że nikt nie jest robotem i absolutnie każdy bywa smutny, miewa momenty zwątpienia w siebie, czegoś się obawia. Każdy ma jakieś mniejsze lub większe demony z przeszłości, które czasami wracają i trzeba na nowo stawiać im czoło. Jeśli widzisz na Instagramie lub gdziekolwiek indziej pozornie idealnych ludzi i myślisz, że oni nie mają w sobie niepewności, to z całą pewnością mają. I to jest zupełnie, zupełnie normalne.

 

Być jak Ignacy

Zastanawia mnie, jak bardzo ludzie potrafią emocjonować się rzeczami, na które nie mają wpływu – i mam tu na myśli szeroki obszar od doświadczeń osobistych po światową politykę. Nie na wszystko mamy wpływ i lepiej się z tym pogodzić niż niepotrzebnie frustrować. Fakt, że czasami jesteśmy bezradni, nie musi być jednak powodem do zmartwień.

Boże – daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.

To słowa Karla Niebuhra, teologa protestanckiego. Poza wymiarem religijnym, który jest tu dla mnie obojętny, bardzo się z tym zgadzam. Taki sobie znalazłam zamiennik dla niemożliwe nie istnieje, sky is the limit i tym podobne :) Nie chodzi o to, żeby pójść w drugą skrajność i przyjąć bierną postawę, ale o to, żeby czasami odpuścić sobie wyczerpującą emocjonalnie walkę z wiatrakami. Czujesz nieraz bezsilność? Może naszym zadaniem jest dawać z siebie sto procent w tych obszarach, gdzie możemy, sprostać zadaniom według aktualnych możliwości, a później z lekkim sercem odetchnąć. Dowieźliśmy to, co należało do nas. Wykonaliśmy ruch odpowiednim pionkiem. Więcej na ten moment nie da się zrobić, więc pozostaje odpuścić. Poczekać w spokoju na reakcję pozostałych graczy, bo za jakiś czas będzie nowe rozdanie i przyjdzie szansa na wykonanie kolejnego ruchu.

Tu wkracza Ignacy Borejko i jego ukochana filozofia życiowa. Stoicyzm, który głosi odsunięcie emocji od zdarzeń zewnętrznych oraz akceptację wszystkiego, co się dzieje, zachowując przy tym stan spokojnego szczęścia. On się nie martwił – nawet kiedy jego córka Idusia w przeddzień swojego ślubu nie miała na tę okoliczność stosownych butów i umierała z nerwów. A trzeba pamiętać, że akcja działa się na początku lat ’90 ubiegłego wieku i zdobycie na gwałt białych damskich butów rozmiar 41 wcale nie było proste! Po szczegóły odsyłam do części siódmej, Noelki.

Mam właśnie taką spontaniczną refleksję, że wychowywanie się na Jeżycjadzie Małgorzaty Musierowicz naprawdę pomaga w życiu. Notatka dla samej siebie: zaprogramować moje przyszłe dzieci, żeby też ją przeczytały.

Puenta na dziś jest taka, że ten Ignacy wcale nie był taki zupełnie bez sensu. Non omnia possumus omnes, jakby to on powiedział, zagryzając owsiane ciasteczko nad tomiszczem Seneki. Bo czasami najlepsze, co można zrobić, to właśnie zjeść sobie z pełnym spokojem ciasteczko.

 

  • Wszechobecne „możesz wszystko” nie zawsze jest prawdziwe, bo niektórych rzeczy nie możemy i już! Do tych motywacji trzeba podchodzić z dystansem. I również zgadzam się z tym wyróżnionym na zielono cytatem. A spokój często przynosi lepsze rozwiązania niż panika:)

  • Do mnie szczególnie ostatnio dotarło, że czasami warto pozwolić sobie na smutek niż próbować poprawić sobie humor etc. Złe emocje i tak w końcu z nas „wyjdą” i lepiej żeby wyszły w fazie „mam jeden smutek” niż „tłumię emocji 160” i pierdyknęło nas jak grom z jasnego nieba…

  • Szanuję stoików, aczkolwiek absolutnie się na jednego z nich nie nadaję. Czasem mam przebłyski, ale emocje szybko biorą górę. Chociaż z drugiej strony – każdy problem ma rozwiązanie, jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu. ;)
    A gdy wspomniałaś o ekscytowaniu się rzeczami, na które nie mamy wpływu, od razu pomyślałam o kibicach i piłce nożnej. ;)

    Dziękuję za miłe słowa i radę, zwiększyłam czcionkę i interlinię. :)

  • A ja Ignacego zawsze bardzo lubiłam, chociaż zupełnie nie rozumiałam, jak pani Borejko z nim wytrzymuje… dopóki nie spotkałam swojego Ukochanego i okazało się, że jesteśmy bardzo podobną do nich parą. :) Też swego czasu byłam zachwycona motywacyjnymi filmikami, cytatami oraz książkami. Niestety przesyciliśmy się tym już, zbyt wiele tego było w ostatnim czasie, a poza tym człowiek nie nadaje się do funkcjonowania wyłącznie na najwyższych obrotach. Bycie jak Ignacy niedługo już stanie się modne. :)
    Swoją drogą to jaka jest Twoja ulubiona postać z Jeżycjady? Moja to Kreska. :)

    • Muszę wrócić do „Opium w rosole” i odświeżyć sobie postać Kreski, bo to akurat ta część, którą czytałam tylko raz. W przeciwieństwie do np. „Kalamburki”, którą machnęłam dwukrotnie – to jedna z moich ulubionych części :) Ulubioną postacią jest chyba właśnie Mila – kobieta, od której wszystko się zaczęło. To ona stworzyła tę fantastyczną rodzinkę, ona jest jej trzonem i takim wzorem do naśladowania, silną babką. Z młodego pokolenia najbardziej lubię Józinka. Bardzo mi odpowiada ten typ charakteru.
      Poza tym uwielbiam czytać o Idzie, Pulpecji i Laurze, chociaż nie jestem pewna, czy polubiłabym je w prawdziwym życiu. Ale są świetnie skonstruowane i takie barwne, przygody Idy to zawsze kupa śmiechu :D

      • Te nowsze części znam zdecydowanie słabiej, ale Milę też podziwiam. Ma niesamowitego powera, mądrość i ciepło, a przy tym tyle subtelności i klasy… Bardzo lubię też Idę, głównie za tę skłonność do popadania w kłopoty. :)

  • „Impossible is nothing” wisiało nad moim biurkiem przez rok. I wiesz co? Wtedy naprawde działało.
    To była era „przedcoachingowa” a ten tekst zanalazłam w gazetce activist – reklamowało się nim Nike. Zrobił na mnie tak duze wrażenie, że mogłam wtedy góry przenosić – i rzeczywiście przeniosłam jedną. Zabawne, ale magia tych słów nigdy później juz nie zadziałała. Moze sie na nia uodporniłam?