Jak zacząć zarabiać na pisaniu?

Przeszło Ci kiedyś przez myśl, żeby spróbować swoich sił w copywritingu, ale nie bardzo wiesz, jak zacząć? Podpowiem Ci dzisiaj łatwy sposób – dzięki temu szybko dowiesz się, czy pisanie komercyjne to coś dla Ciebie.

Kiedy po maturze wybierałam studia i zastanawiałam się, jaki może być mój przyszły zawód, nie słyszałam nawet o czymś takim jak copywriting. A jeżeli nawet słyszałam, to nie bardzo wiedziałam, z czym to się je. Tymczasem dzisiaj na copywriterów jest całkiem spore zapotrzebowanie i nie ma żadnych barier, żeby wejść na ten rynek, bo zacząć możesz nawet z domu. Wystarczy zarejestrować się w jednym z copywriterskich serwisów, podjąć kilka zleceń i zobaczyć, czy to coś dla Ciebie – jeśli nie, rezygnujesz bez ponoszenia żadnych strat.

Pisanie komercyjne chodziło mi po głowie od dawna, bo pisać lubię i robię to szybko (za wyjątkiem pisania prac dyplomowych i naukowych: te są pozbawione przyjemności). Chyba ze dwa lata temu odpowiedziałam na jakieś ogłoszenie o pracę, w wyniku którego dodano mnie do listy mailingowej copywriterów i przychodziły do mnie odtąd zlecenia. Jednak cały system był tak nieprzyjazny i nieintuicyjny, a zlecenia tak niejasne, że w efekcie nie zarobiłam tam ani grosza. Zniechęciłam się do copywritingu i na jakiś czas porzuciłam temat, zajmując się pracą między innymi w księgowości. Życie jednak cały czas podsuwało mi – i nadal podsuwa – sytuacje, w których okazuje się, że znacznie lepiej wychodzi mi przyjaźń z literkami w Wordzie niż z cyferkami w Excelu.

W końcu wpadłam na to, że nie ma sensu płynąć pod prąd. Skoro cierpię katusze robiąc analizy finansowe, a praca typowo marketingowa jest dla mnie prosta i przyjemna, to ile można marnować swoje predyspozycje? Pewnego razu trafiłam na post Króliczka Doświadczalnego: Jak zostać copywriterem, jak dorobić na pisaniu. Polecam – bardzo przydatna lektura. Popchnęła mnie ku temu, by spróbować jeszcze raz.

 

Jak zaczęłam?

Tym razem poszło już sprawnie. Założyłam konto na Textbookers.com, napisałam próbny tekst i dostałam dostęp do precli, czyli najprostszych, najgorzej opłacanych tekstów pisanych pod wyszukiwarki. Początkowo dostaje się 0,78 zł za 1000 znaków precla, ale jeśli klienci oceniają Cię dobrze (za każdy tekst dostajesz od nich notę w skali 1-6), stawka ta może wzrosnąć do 1,30 zł. Ze zdziwieniem odkryłam, że już od pierwszego tekstu klienci dają mi same najwyższe noty, co pozwala na osiąganie lepszych zarobków. Stawki nadal są dość marne, ale pamiętajmy, że to tylko początki! Dalej będzie lepiej. Policzyłam, że jestem w stanie napisać około 8 precli w godzinę, co daje stawkę godzinową 10,4 zł. Po odliczeniu podatku i prowizji jest to trochę mniej, przykładowo: z zarobionych w serwisie 110 punktów na konto wpływa mi 97 zł. Minimalna kwota wypłaty to 100 punktów, wada systemu – na przelew czeka się często dwa tygodnie, więc trzeba przewidzieć wcześniej, kiedy chcemy mieć pieniądze na koncie.

Od pisania precli zaczyna z czasem wyciekać mózg, bo są to wyjątkowo proste teksty, w które wkłada się minimum wysiłku. Po napisaniu powiedzmy kilkunastu można poprosić moderatorów o odblokowanie dostępu do ciekawszych, lepiej płatnych tekstów – zapleczowych, produktowych, specjalistycznych. Stawki za 1000 znaków rosną – w przypadku tekstu specjalistycznego jest to już 8,50 zł, przy założeniu najwyższych not. Ile to jest 1000 znaków? To jak siedem smsów, mówiąc orientacyjnie. Początkującym wydaje się, że 1000 znaków to dużo i czasami mylą znaki z liczbą wyrazów, stąd może się ta ilość wydawać przytłaczająca. Tymczasem 1000 znaków to jeden porządny akapit tekstu, do napisania w kilka-kilkanaście minut – w zależności od stopnia skomplikowania zlecenia. Należy jednak doliczyć czas na research i zapoznawanie się z nowymi informacjami, bo często piszemy o rzeczach, o których do tej pory mieliśmy niewielkie pojęcie. Przykład: miałam zlecenie na teksty o różnych wersjach kostki Rubika dla sklepu internetowego, np. kostki 2×2, 4×4 i 5×5. Robiąc do tego research dowiedziałam się o tej zabawce naprawdę dużo, włącznie z aktualnymi rekordami świata w jej układaniu:) Copywriting to praca, w której można zebrać sporą wiedzę ogólną z najróżniejszych tematów. Uwielbiam niepraktyczną wiedzę i takie oderwane od siebie ciekawostki – dzięki temu można liznąć po trochę różnych branż, bo jednego dnia piszesz o instalacjach sanitarnych, a drugiego o butach sportowych i żelazku ze stopą ceramiczną.

W praktyce haczyk jest taki, że te ciekawsze i lepiej płatne teksty pojawiają się na Textbookers rzadko i od razu znikają, bo ktoś je momentalnie rezerwuje. Dlatego należy być szybkim. Na maila przychodzą powiadomienia o nowych zleceniach i wtedy trzeba niczym drapieżny tygrys zaklepać dla siebie najlepsze kąski. Chwila zawahania sprawia, że ktoś Ci to zwinie sprzed nosa! Nie trzeba tych tekstów pisać w momencie rezerwacji, jest do nich konkretny deadline (zwykle kilka dni), więc presja dotyczy tylko ich zaklepywania. Pisze się już na luziku.

Textbookers w porównaniu do innych serwisów copywriterskich jest moim zdaniem najlepsze na start. Wyróżnia się byciem przyjaznym dla początkujących – łatwo zorientować się, o co chodzi, dzięki dobremu interfejsowi. Jeśli chcecie gdzieś zacząć, najlepiej właśnie tam. Jednak gdy już nauczycie się tego, co trzeba, rozsądniej będzie szukać bardziej opłacalnych miejsc ze zleceniami. Textbookers, choć przyjemne w obsłudze, nie płaci bowiem tak dużo – więcej można zarobić już nawet na GoodContent.plTyle, że GoodContent jest trochę mniej przyjazny, no i też trzeba sobie wypracować strategię, żeby rezerwować jak najwyżej płatne zlecenia. Ogólnie opcji na pozyskiwanie zleceń jest o wiele więcej, znajdziecie je we wzmiankowanym już wpisie Króliczka Doświadczalnego, a ja wspominam tylko o tych wypróbowanych przeze mnie.

 

Co dalej?

No dobra: wiemy już, jak zacząć. Dotarcie do zarobków rzędu 8-9 zł na godzinę jest stosunkowo proste, ale nie oszukujmy się – to bardzo mało i można taką sytuację akceptować tylko przez jakiś czas. W dalszej perspektywie chodzi nam jednak o większe zarobki i przyzwoity poziom życia. Dlatego ludzie siedzący w copywritingu już dłuższą chwilę tworzą własne portfolia i sami proponują cywilizowane, wyższe stawki – klienci godzą się na nie jeśli widzą, że za tymi kwotami stoi jakość. Rozsądni ludzie chętnie zapłacą więcej, jeśli wiedzą, że dostaną do rąk coś dobrego. I na tym etapie nie pisze się już mózgotrzepnych precli, lecz ciekawe teksty specjalistyczne, które idą chociażby na firmowe blogi. Jeśli ktoś to lubi, to realizując takie zaawansowane zlecenia, może dowiedzieć się masy ciekawych rzeczy i jednocześnie zarabiać fajne pieniądze – ale na ten etap trzeba sobie zapracować. Ja jeszcze nie zapracowałam, ale znam ludzi, którzy z copywritingu wyciągają naprawdę niezłe kwoty i wiem, że się da. Z drugiej strony, nie trzeba tego traktować jako zajęcie full-time: niektórzy po prostu chcą sobie dorobić dwie czy trzy stówki miesięcznie bez zobowiązań, pracując z domu – jest to faktycznie wygodne i ma wiele zalet.

W copywritingu można pracować jako freelancer, ale można również i na etacie w agencji marketingowej. Ja na ten moment wybieram drugą opcję, bo praca w agencji mnie pociąga i chciałabym jej spróbować – jestem w trakcie rekrutacji na takie stanowisko i w tym tygodniu czeka mnie drugi etap. Dzięki temu, że najpierw zebrałam trochę doświadczeń realizując zlecenia z domu, mam teraz więcej do zaoferowania podczas rozmów o pracę. Jako ciekawostkę dodam, że proponowane w agencjach stawki na wejściu są jakieś półtora do dwóch razy większe niż to, co może zarobić początkujący copywriter z domu. Znacząca różnica jest taka, że nie pracuje się już wtedy na akord jak freelancer, ale dostaje za dzień pracy stałą kwotę + dzienny target do wyrobienia. Tylko wtedy trzeba się dostać do dobrej agencji z rekrutacji i jest to trudniejsze niż rozpoczęcie pracy w serwisie copywriterskim, gdzie bariery wejścia są prawie żadne.

Podsumowując, stawki początkowe faktycznie są niskie. Nie ma co owijać w bawełnę: na starcie kokosów się nie zarobi, ale można zdobyć doświadczenie. To doświadczenie można z kolei wykorzystać albo do zdobycia pracy w agencji, albo do kształtowania swojej drogi jako copywriter-freelancer, budowania portfolio i własnej marki, a w dłuższej perspektywie fajnych zarobków. Nie jest to opcja dla każdego – trzeba mieć sporo cierpliwości i przede wszystkim lubić pisanie komercyjne, wykonując zlecenia dobrze i szybko. Ale jeśli czujesz, że to mogłoby Ci się spodobać, koniecznie spróbuj! Zaczynając od Textbookers i GoodContent jak ja, lub jakkolwiek inaczej – z czasem pnąc się coraz bardziej w górę. Może akurat to właśnie Twój zawód.

 

  • Magdalena Stachowiak

    Powodzenia na rekrutacji :)

  • Bardzo fajnie to wszystko opisałaś – żałuję, że sama nie trafiłam na taki tekst kilka lat wcześniej (chociaż szczerze mówiąc nie wiem, czy kilka lat wcześniej takie portale istniały :P). I ja również mocno trzymam kciuki za rekrutację!

  • Bardzo ciekawy sposób na zarabianie, dla bloggera jak znalazł. :D Podoba mi się Twoja historia z copywritingiem, a sama dałam się nabrać i pomyliłam 1000 znaków z 1000 słowami. Może sama spróbuję? Wygląda obiecująco :)

  • Chciałem spróbować kiedyś swoich sił jako copywriter ale szybko odpuściłem :/

  • Próbowałam zacząć kilka razy, ale zawsze coś nie wychodziło. W wolnej chwili sprawdzę oba portale i spróbuję jeszcze raz.

  • Świetny post – bardzo mnie to interesowało, ale zawsze bałam się, że trudno pozyskać zlecenie i nie wiedziałam, jak zacząć. Zobaczę, jak stoję z czasem i może spróbuję. :) Dzięki! Trzymam też kciuki za rekrutację!

  • Bardzo ciekawy sposób, a jeszcze lepiej że wiąże się z tym co lubisz i co Ci wychodzi – pisanie! A nie powiem, robisz to rewelacyjnie :)
    powodzenia na rekrutacji! ☺

  • Dzięki Ci za ten wpis – teraz wiem że copywriting nie jest dla mnie :D hahaha wiem, że to brzmi strasznie ale uświadomiłaś mi tym tekstem iż takie pisanie to nie moja bajka, ja muszę po swojemu, a nie pod dyktando ^-^

    • To jest bardzo ważne, żeby wiedzieć, czego się nie chce :D
      Drogą eliminacji pozwala dotrzeć do tego, co się chce – więc cieszę się, że dowiedziałaś się o sobie czegoś nowego:)

  • Anna Grodziowa

    Ja normalnie kocham cię czytać wiesz? A z deadlinami mam to samo… Jeszcze kiedys bylo trochę lepiej. Ale odkąd pojawił sie Lu no to masakra… Wystarczy jedna gorsza noc, jeden zaglucony dzien i cały misterny plan szlag trafia.

    • Dziękuję, zawsze miło mi widzieć serducha od Ciebie na Bloglovinie:)

      • Anna Grodziowa

        Wzruszyłam się. Poważnie. Nie sądziłam, że którykolwiek bloger zwraca na nie uwagę.

        • No pewnie, że zwraca – każda taka reakcja to cenne potwierdzenie, że zrobiło się coś dobrze i motywacja do dalszego pisania :)

  • Bardzo przydatny wpis, myślałam ostatnio nad copywritingiem w domu. Spróbuję i dam znać co z tego wyszło :)

  • Świetny tekst i masa fantastycznych wskazówek, przeczytałam jednym tchem!
    Od siebie dodam, że jest jeszcze jedna opcja – można pracować w normalniej firmie (niekoniecznie agencji) i pracować w dziale marketingu jako Content Specialist. Piszesz teksty głównie dla jednej firmy, i – choć czasami może się to wydać monotonne – powoli stajesz się ekspertem w jednej działce, a nie liżesz wszystkiego po trochu. Obecnie pracuję na stanowisku, którego obowiązku pokrywają się częściową z pracą kontentową – piszę branżowego bloga, mailingi, większość komunikacji i teksty ‚na potrzebę’. Ciekawa praca, zwłaszcza że z literkami również lepiej się dogaduję niż z cyferkami w excelach ;)

    • To całkiem fajnie masz, mogłabym tak pracować :) No właśnie to może być jednocześnie wadą i zaletą, że w takim copywritingu „z doskoku” liże się wszystkiego po trochu i co chwila masz inną tematykę – raz hotele w Gdańsku, a raz proces cynkowania ogniowego. Mnie ta różnorodność trochę bawi, bo można dowiedzieć się różnych śmiesznych ciekawostek o wielu branżach, ale kiedy trzeba zbyt często pisać na jakieś budowlane/techniczne tematy, to jest to męczące. Na takiej pozycji jak Twoja można wniknąć w tematy znacznie głębiej i rozwijać się w trochę inny sposób, więc to jest ciekawe :) Byłabym pewnie bardzo zadowolona z takiej pracy, choć jeszcze zależy jaka branża tej firmy, ale ogólnie spoko opcja.

  • Dzięki za wzmiankę o moim tekście, fajnie że Ci pomógł na początku :)

  • Nina

    Hej. Dzięki Tobie zarejestrowałam się na portalu textbookers, ale mam pewne pytanie. Piszesz, że „Nie trzeba tych tekstów pisać w momencie rezerwacji, jest do nich konkretny deadline (zwykle kilka dni), więc presja dotyczy tylko ich zaklepywania.” Gdy ja trafiam na tekst i „przypisuję go do siebie”, owszem mam informację w postaci kilkudniowego deadlinu, ale wystarczy kilka minut przerwy w pisaniu i strona uznaje, że przerwa jest zbyt długa po czym tekst znika i może go sobie wziąć ktoś inny. Więc nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałam :-) Pozdrawiam

    • Hmm, to dziwne. Chciałam to przetestować na jakimś kolejnym zleceniu, ale aktualnie nie ma w serwisie żadnych, bo sobota – spróbuję w poniedziałek. Ja robiłam przerwy w pisaniu do kilku godzin i mi się udawało, po coś jest w końcu w „Aktywnych zleceniach” kategoria „Niedokończone” i powinno to móc tam wisieć do momentu deadlinu… Ale przyznam, że nigdy nie zwlekałam z pisaniem np. na drugi dzień – mój maks to było kilka godzin, a najczęściej to od ręki.
      Może to też zależy, czy tekst jest preclem, czy bardziej skomplikowany? Teraz już rzadko wchodzę na Textbookers, ale z ciekawości sprawdzę to w poniedziałek :P

      • Nina

        Dzięki za szybką odpowiedź. Jestem dopiero przy preclach, więc może dlatego?

        • Nina

          Ja też spróbuję jeszcze w poniedziałek, bo widzę, że przez weekend jest przestój. :)

  • addds

    Cześć, mam pytanie dotyczące Textbookers :) Jak to jest z podatkiem? Czy nie miałaś żadnych problemów składając PITa? Nie jestem pewna jak to u nich funkcjonuje ;)

    • Wypłatę pieniędzy zleciłam już w 2017, więc PIT za tę działalność dopiero przede mną :) Już nie dorabiam na Textbookers, to była chwilowa przygoda – jednak do tego copywritingu to trzeba mieć serce i cierpliwość, ja zmieniłam działkę.