Krytyka książek i filmów – jak bardzo sugerujemy się czyjąś opinią?

Tydzień temu skończyłam czytać ósmą część Harry’ego Pottera napisaną w formie sztuki teatralnej. Premiera Przeklętego dziecka miała miejsce 30 lipca ubiegłego roku, a ja przeczytałam to dopiero teraz… Co jest o tyle dziwne, że świat Pottera przez wiele lat był moją ulubioną używką bez skutków ubocznych. Skąd więc to opóźnienie? Bo uwierzyłam, że ta książka jest bardzo słaba.

 

Więcej, ja nawet rozpowszechniałam tę opinię dalej! Bez czytania – dobre, nie? Nie znam się, to się wypowiem! Bo recenzje kilku osób, które znają się na rzeczy, zakodowały mi myśl, że popsuję sobie tą książką dzieciństwo i dobre wspomnienia z pierwszych siedmiu części. Większość opinii o Przeklętym dziecku jest bowiem negatywna. No cóż – książka jest oczywiście inna niż pozostałe tomy ze względu na swoją formę i w pewnym sensie także dużo uboższa, ale rzuca na znane nam już historie nowe światło.

Zaczęłam ją czytać i po kilkunastu stronach zrobiło mi się wspaniale, bo mogłam powrócić do swojego ulubionego fantastycznego świata i dowiedzieć się o nim nowych rzeczy. A to jest bezcenne! Rowling podpisała się pod Dzieckiem własnym nazwiskiem (choć była tylko współautorką) i rozumiem, że wizja tam przedstawiona odpowiada historiom w głowie samej Jo. A ponieważ żywię do tej kobiety wielki szacunek i podziw, to akceptuję wszystko, co ona dla swoich bohaterów wymyśli. Ostatecznie to ona zna ich najlepiej. Stworzyła ich sobie od początku, wymyślając każdej z postaci życiorysy na parę pokoleń wstecz. Jeśli ona uważa, że życie bohaterów poszło akurat w tę stronę, to widocznie poszło.

W ogóle fascynuje mnie, jak można stworzyć od podstaw tak bogaty świat, jak świat Harry’ego Pottera. Z tyloma dobrze przemyślanymi detalami, z taką ilością magicznych stworzeń, zaklęć, rodzajów jedzenia. Z niecierpliwością oczekuję też na kolejne części filmu Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, którego Rowling jest producentką. Nie przeszkadza mi, że nie ma tam postaci znanych z Harry’ego Pottera – zachwyca mnie sama konstrukcja świata czarodziejów. Bo Rowling stworzyła bardzo udany wszechświat równoległy do naszego i chociaż chyba wyczerpała już historię Potterów, to może stworzyć jeszcze wiele innych – niepowiązanych ze znanymi nam bohaterami, ale osadzonych w tej samej rzeczywistości.

 

Wracając jednak do podatności na opinie innych: kolejna seria książek, która bardzo mocno wpłynęła na moje życie, to Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz. W momencie, kiedy czytałam ją po raz pierwszy jako nastolatka, dostępnych było tylko osiemnaście części. Pochłonęłam je ze smakiem, ale kiedy później wydane zostały kolejne trzy, nie zainteresowałam się specjalnie. Szczególnie dlatego, że… miały bardzo słabe recenzje. Od McDusi po Feblika były często opisywane jako rozczarowujące. A ja znowu w to uwierzyłam. Powróciłam do tej serii stosunkowo niedawno, kilka miesięcy temu. Może jestem po prostu mało wymagającym czytelnikiem, ale w stosunku do autorów, których darzę sentymentem, mam naprawdę dużo wyrozumiałości. O ile McDusia i Feblik faktycznie są trochę słabszymi częściami (ale nadal przyjemnie się je czyta), tak Wnuczka do orzechów jest moim zdaniem smakowita. Poza tym występuje w niej Józinek. Józinek jest moim młodocianym męskim ideałem, jeśli chodzi o bohaterów Jeżycjady – trudno więc, żeby książka z nim w roli głównej była nieprzyjemna.

Dwie ulubione serie i obie pozostawione na jakiś czas pod wpływem cudzej opinii, że są słabe. Wniosek z tego płynie bardzo prosty. Nie przejmować się recenzjami, tylko samemu wszystkiego spróbować, bo może akurat nasz gust jest inny. Poza tym nie ma się co wstydzić, komplementując coś, co jest powszechnie uważane za przeciętne lub słabe. Siła sugestii jest ogromna – nie da się przed tym obronić całkowicie, ale możemy się chociaż starać.

 

Ostatnia myśl, tym razem odnośnie filmu. W marcu tego roku będzie mieć miejsce premiera Pięknej i Bestii z Emmą Watson, na którą wiele osób czeka. Ponieważ śledzę kolejno wypuszczane trailery i zdjęcia, miałam już okazję poczytać komentarze wyrażające ROZCZAROWANIE suknią balową Belli. Bo twórcy mogli się bardziej postarać, bo byle jakie materiały, bla-bla-bla. W takim momencie czuję, jakby ktoś dopuszczał się świętokradztwa.

Te trailery są piękne. Emma Watson jest absolutnie bajkowa, wspaniale zinterpretowano na nowo dawną ścieżkę dźwiękową i całość wydaje się być magiczna. Oglądając coś takiego, chcę się poczuć jak dziecko i pragnę to przyjmować bezkrytycznie. Jeśli coś ma swój jedyny i niepowtarzalny bajkowy klimat, nie potrzebuję na to patrzeć okiem surowego krytyka, który wyłapuje wszelkie niedociągnięcia. I nie chciałabym, żeby ktoś mi tę magię odbierał. Dlatego prawdopodobnie nie będę czytać żadnych recenzji z nowej Pięknej i Bestii.

 

Utwierdziłam się w tym przekonaniu, gdy przeczytałam na jakimś blogu o syndromie sztokholmskim w odniesieniu do Pięknej i Bestii właśnie. Po szczegółową definicję odsyłam do Wikipedii, ale chodzi w tym syndromie o pewien stan psychiczny zakładników, który wyraża się poczuciem solidarności z oprawcami. Że niby Bella pokochała Bestię, bo silny stres pomieszał jej w głowie i wywołał taką psychologiczną reakcję. Tak ktoś określił tę historię, odbierając jej całą niewinność.

Tutaj ja pytam, JAK można sprowadzać nieracjonalną baśniowość, która ma po prostu nas zaczarować i przenieść w inne, ładniejsze światy, do racjonalnej rzeczywistości? To jak powiedzieć słodkiemu, ufnemu pięciolatkowi, że Święty Mikołaj nie istnieje. TAK SIĘ NIE ROBI. Jeśli koniecznie chcesz być dorosłym, to idź być dorosłym gdzie indziej. Bo ja tutaj jestem dzieckiem i lubię się bezkrytycznie zachwycać.

Jeśli ktoś jeszcze nie widział, to zostawiam Was z najnowszym trailerem do wspomnianego filmu. Niech tylko nikt nie odważy się mi powiedzieć, że Emma Watson nie jest cudowna. JEST. Tak jak i nowa muzyka, stroje, scenografia i cała atmosfera. Nie chcę wyłapywać niedociągnięć, chcę dać się zaczarować.

 

 

A Wy potraficie patrzeć bezkrytycznie, czy jednak macie pewne wymagania?

  • Musierowicz niczego nie muszę wybaczać – zawsze najlepsza! A „Przeklęte dziecko” zaczynałam już dwa razy. Za drugim razem dobrnęłam aż do połowy, wiec pewnie do trzech razy sztuka… Ale po prostu męczy mnie zbyt prosty język. I to nie jest kwestia tego, ze to jest pisane w takiej formie. Po prostu tak mało literacki jest dla mnie styl tej książki, ze aż się zmęczyłam :D Ale obiecuje, ze jeszcze spróbuje!

    Ja dla odmiany zasugerowałam się milionem nominacji dla „La la land” (chociaż negatywne recenzje tez się trafiły) i chyba w efekcie oczekiwałam od niego zbyt dużo. Pisałaś o nim wcześniej, ze Ci się podobal. No cóż. Mnie podobał sie średnio. Muzyka okej (chociaż i Emma i Ryan troszkę mnie zawiedli), zdjęcia spoko, ale poza tym to po prostu wiało nuda :D

    Wiadomo, ze kierujemy się opinia innych. Ciekawe ile wspaniałych dzieł nie zyskało rozgłosu tylko dlatego, ze nie spodobały się jakimś krytykom czy wydawcom…

    • A „Przeklęte dziecko” próbowałaś w oryginale czy po polsku? To pewnie też ma znaczenie – nie wiem, jak dobre jest tłumaczenie polskie, bo akurat miałam możliwość pożyczenia od koleżanki angielską wersję.
      Pewnie i tak nie będzie się wszystkim podobać, ale warto dobrnąć do końca, żeby poznać cały zamysł :D Niezależnie od tego, czy jest zły czy dobry.

      Tak samo z „La la landem” – jest tyle zachwyconych co obojętnych na ten film, ale lepiej przetestować na sobie i samemu się przekonać. Chociaż te wszystkie nagrody chyba zbudowały mu bardzo wysokie oczekiwania, które jakby… szkodzą. Bo zamiast podchodzić neutralnie i ucieszyć się, że trafiło się na taką perełkę, to teraz ludzie wchodząc na salę kinową mają bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę.
      „La la land” jest trochę jak ser pleśniowy – specyficzny i nie każdy lubi :D

      • Też myślałam, że może wina tłumaczenia. Dlatego próbowałam i tak, i tak :P

        A co do sera pleśniowego to myślałam, że właśnie polubię „La la land” bo przecież lubię musicale :P Ale widać jednak nie takie. I niestety chyba nawet bez oczekiwań perełką bym go nie nazwała. Chyba :)

  • Ten artykuł był dla mnie jak policzek – zrozumiałam, że muszę przeczytać Przeklęte dziecko. Tak, też dałam się wrobić, że książka jest bardzo słaba, a przecież uwielbiam Rowling, Pottera i świat magii! Sięgnę po nią koniecznie. Dziękuję Ci. :D

    • Bardzo się cieszę! Niezależnie od tego, czy spodoba Ci się, czy nie – warto znać pomysł na nią :) Szkoda byłoby przegapić, jeśli przypadkiem może się spodobać :D

  • Książki potrafią naprawdę dać dużo do myślenia, a nawet zmienić człowieka. Do Przeklętego dziecka mnie jakoś nie ciągnie. WIem, że Stieg Larsson i seria Millenium zmieniła moje życie <3

  • 1. Już się nie mogę doczekać aż sięgnę po „przeklęte dziecko”. Słyszałam wiele różnych opinii, dobrych i złych, ale dopóki nie sprawdzę czegoś na własnej skórze – nigdy nie będę wiedziała, jak to będzie w moim przypadku. Spodoba się czy nie? Mam tak z wieloma rzeczami i już kilka lat temu obiecałam sobie, że nie będę się wypowiadać na temat czegoś, co znam tylko z teorii. Kurcze, jakbyś widziała minę mojego nauczyciela na konwersatorium z hiszpańskiego, któremu powiedziałam, że nie wypowiem się o eutanazji, bo tego nie doświadczyłam, a po co tak sobie gdybać, skoro przeżywając tą sytuację mogą mi towarzyszyć zupełnie inne emocje i moje zdanie może się zmienić o 180 stopni?
    2. „Jeżycjada” – moja młodość! Nie czytałam najnowszych książek, ale do tych starych zawsze wracam z ogromnym sentymentem. Moją ulubioną jest chyba „Tygrys i Róża” i czytana z 50 razy „Kłamczucha”! Kurcze, aż zachciało mi się jeszcze raz po nie sięgnąć :)
    3. O masz, kto zrobił nam taką krzywdę i zaczął analizować bajki Disneya?! Na pewnych warsztatach kreatywności wymyśliłyśmy zabawę – wcielanie się w wylosowanie postaci z bajek i przedstawianie ich historii pod kątem problemów psychologicznych. Cóż, to miała być tylko głupia i niewinna zabawa :)
    „Piękna i Bestia” to jedna z bajek Disneya, którą zobaczyłam stosunkowo późno, bo dopiero w liceum. Ach, byłam zachwycona, dlatego z niecierpliwością czekam na ekranizację. A i Emmę wielbię, więc jestem pewna, że się nie zawiodę. Ale ale, będę to wiedzieć dopiero jak sama sprawdzę, prawda? ;)

    • Bardzo dobre podejście z tym niewypowiadaniem się na temat eutanazji, nie dziwię się, że nauczyciel był zdziwiony – to rzadka postawa. Bo jednak większość ludzi lubi mieć (czasami skrajną) opinię w tych tematach nawet, gdy nie mają ani dużej wiedzy, ani doświadczenia.
      A widzisz, to może ten „syndrom sztoholmski” w odniesieniu do Pięknej i Bestii wyewoluował właśnie z takich zabaw? :D Pomysł na warsztaty fajny, na pewno dużo się da podpasować problemów psychologicznych do bajek – już teraz mi przyszło do głowy kilka przykładów :D Dopóki nie traktujemy tego przesadnie serio, to jest spoko zabawa :)

      Powiadomienia mailowe z Disqusa robią mi psikusa (co za rym!) i dopiero teraz zauważyłam Twój komentarz, aż wstyd że po ośmiu dniach! Za bardzo mnie pochłonęło pisanie licencjatu:D

  • Nigdy nie czytam recenzji – zawsze kieruje się opisem i okładką. Wiem, że nie powinno się tak robić – „nie oceniaj książki po okładce”, ale jakoś mnie się zawsze uda trafić na to co lubię. „Przeklęte dziecko” przeczytałam bo HP to mój świat, książka nie jest jakaś wybitna, ale wiele fajnych rzeczy można było się dowiedzieć. Poza tym to jest świat HP! :D
    Na „Piękną i Bestię” idę, bo to moja ulubiona bajka, nie mogę tego przegapić, i jakoś nie przeszkadza mi że zaczynają ekranizować bajki. Lubię też jak ekranizują bajki w inny sposób niż w pierwowzorze – tzn. jak zmieniają historię na współczesność, niby dalej podstawa bajki ale to jednak nie bajka. Np. uwielbiam film „Bestia” zekranizowana na podstawie książki, której inspiracją była bajka :D cudo!
    Ogólnie najbardziej zmieniają i ekranizują po swojemu Kopciuszka i Alicję w krainie czarów. Kocham wręcz ekranizację Alicji w wersji mroczniejszej, tytuł filmu to „Alice” z 2009 roku. Ogólnie Bestia też nie jest cukierkowa – chyba lubię wersje bajek w bardziej groźnej wersji, hahaha xD

    • Ja też lubię tę tendencję, kiedy znanej bajce zmieniają zakończenie :) Najpierw prowadzą fabułę tak jak w oryginale, widz myśli że już tak zostanie, a potem są jakieś ciekawe, alternatywne zakończenia. Jak w „Czarownicy” (Maleficent) :) Nie widziałam „Bestii”, ale widzę że gra tam Vanessa Hudgens i Mary-Kate Olsen, więc zapodam sobie w jakiś luźny wieczór :D Wstyd przyznać, że nie widziałam do tej pory nowego Kopciuszka! Dzięki za przypomnienie mi o istnieniu tego filmu, kiedyś go przeoczyłam i do tej pory nie widziałam!

      • Zawsze do usług :D A tak nawiasem to adaptacji Kopciuszka jest chyba z 5 – 4 w naszej rzeczywistości i ta 1 co była w kinach ta bliższa oryginałowi :D
        Zobacz koniecznie Bestie, Olsenka gra tam świetną rolę ^-^

  • Niestety nie jest łatwo uchronić się od recenzji – opinie otaczają na przez cały czas, migają nam w komentarzach na Facebooku i po prostu nie jesteśmy w stanie od nich uciec. Staram się jednak wyrabiać sobie własne zdanie, choć jeśli recenzje są jednogłośnie negatywne to czasami rezygnuję z danej książki czy filmu.
    Inna sprawa, że dla mnie Emma Watson jest cudowna i czekam na „Piękną i Bestię” od dawna. :) Może gdzieś migniemy sobie w oddali w którymś z poznańskich kin. :)

  • Bardzo łatwo ulegamy opiniom innych. Ktoś powie „nie podobał mi się ten film ale sam zobacz” to mimo wszystko podchodzimy do tego z pewnym dystansem. Dlatego tez nie czytam ani opisów fabuły, ani recenzji, nie sprawdzam opinii bo nie chce na starcie być do czegoś zniechęcona.