Musical i operetka w Teatrze Muzycznym w Poznaniu

Nie wiem jak u Was, ale w moim przypadku bardzo rzadkie (lub żadne) korzystanie z teatrów wynikało jak dotąd w dużej mierze z zaporowej ceny biletów. Trudno wydać 50-100 zł na coś, o czym nawet nie wiemy, czy się nam spodoba – mam rację? Wszystko jednak zmieniło się, gdy odkryłam Tanie Czwartki.

Jesienią tego roku miną cztery lata, odkąd mieszkam w Poznaniu. Jest mi więcej niż głupio, kiedy policzę, ile razy korzystałam przez ten czas z dobrodziejstw kulturalnych miasta. Zawsze sobie mówiłam, że dobrze byłoby pójść w końcu do Teatru Nowego (ma taki ładny budynek!) czy do Opery, ale wiecie jak jest – plany planami, czas płynie, a zmian nie ma.

Jednak niedawno na fali świeżej fascynacji musicalami, zainteresowałam się działalnością poznańskiego Teatru Muzycznego. Dzięki informacji na blogu Musicalnej dowiedziałam się, że istnieje możliwość kupienia biletów już za 20 zł (dla nie-studentów za 30), jeśli zachodzą dwa warunki: spektakl odbywa się akurat w czwartek oraz że zostały jakieś bilety w II strefie na dwa tygodnie lub krócej przed danym wydarzeniem.

Szybki rzut oka na repertuar i wyszło mi, że mogę kupić miejsca na Zakonnicę w przebraniu oraz Księżniczkę Czardasza. W momencie kupowania biletów nie wiedziałam o tych spektaklach nic poza tym, że Zakonnica cieszy się bardzo dobrymi opiniami bywalców teatru. Za dwie dychy – kto by nie brał? Cena regularna biletu jest trzy razy wyższa, więc wydaje się to być niezłym biznesem. Dotąd nie widziałam żadnego porządnie wystawionego musicalu na żywo poza Skrzypkiem na dachu wiele lat temu, ale młoda wtedy byłam i nie doceniałam takich rzeczy. Na pierwszy rzut więc – Zakonnica w przebraniu.

zakonnicawprzebraniu

Już na początku dobre wrażenie zrobiła na mnie atmosfera we wnętrzu Teatru. Panuje tam klimat pewnej odświętności i wyjątkowości. Ludzie są elegancko ubrani i uśmiechnięci, w dobrym nastroju oczekują na spektakl. W przerwie pomiędzy aktami słyszałam, jak jedna wystrojona starsza pani mówi do drugiej, że miło jest tak doznać od czasu do czasu trochę luksusu. Bez wątpienia wyjście do teatru nie jest czymś codziennym i to taka wyjątkowa przyjemność, którą miło jest celebrować – wydaje mi się, że jest warta wydanych pieniędzy.

Zakonnica w przebraniu zachwyciła mnie od pierwszych minut. To taki musical, który spodoba się prawie każdemu, nawet jeśli nie miało się dotąd zbyt dużo styczności z musicalami. Zabawna fabuła, wpadająca w ucho muzyka, świetna scenografia. Byłam pod wrażeniem, jak szybko udawało im się zmieniać tło wydarzeń, które w jednej chwili było wnętrzem komisariatu, a już w następnej kościołem lub klubem! I za każdym razem wyglądało jak dopracowane w najmniejszych szczegółach, nie żadne tam chodzenie na łatwiznę i korzystnie z badziewnych materiałów. To było naprawdę coś – szacun dla ekipy, która w mgnieniu oka zmienia te wszystkie plansze, tła, meble i rekwizyty. Akcja dynamiczna, nudzić się absolutnie nie dało, z uwagi na komediowy charakter było duuużo śmiechu i to wszystko w pięknej muzycznej oprawie! Byłam szczerze zachwycona. Na skali zachwytu dałabym temu musicalowi mocne 8,5/10 i jedyne, czego żałowałam, to że siedzę w trzynastym rzędzie, a nie w pierwszym. Więcej o Zakonnicy przeczytacie tutajbędzie jeszcze grana do 4 czerwca – niestety żaden kolejny spektakl nie wypada w czwartek i trzeba będzie zapłacić pełną cenę biletu.

księżniczkaczardasza

Na drugi ogień poszła Księżniczka Czardasza. Wiedziałam o niej tyle, że jest to operetka stara, bo z 1915 roku. Widziałam ją oczywiście w wersji mocno odświeżonej i przystosowanej do współczesnego widza, ale mimo wszystko dało się odczuć, że jest trochę… niedzisiejsza. Poza tym sama operetka jako gatunek znacząco różni się od współczesnego musicalu. Miałam okazję przekonać się, że nie jestem zbyt wielką fanką poważnego, operowego śpiewania, w którym najczęściej nie da się rozróżnić słów – takie jest wysokie i „zmodulowane” na operowy styl. Wiecie na pewno, o co mi chodzi. Oczywiście doceniam talent i jestem pod wrażeniem, że można wydawać z siebie tak niesamowite dźwięki, ale nie jest to dla mnie muzyka do słuchania na co dzień.

Lubię śpiew z doskonałą dykcją, w którym wyraźnie słychać wszystkie słowa – śpiew aktorski, ponadto nie za wysoki, przynajmniej przez większość czasu :) Najbardziej na świecie uwielbiam duety damsko-męskie, które śpiewają w harmonii. Albo większą grupę damsko-męską, w której każdy śpiewa swoją linię melodyczną i to wszystko tak pięknie się ze sobą komponuje – raz się nakłada, raz rozchodzi w różne strony, ale wydaje się być wspaniałą muzyczną rozmową pomiędzy śpiewakami. Przykład: Jeszcze dzień z Nędzników. 

Wracając do Księżniczki – dużą zaletą tego spektaklu było dla mnie to, że poza aktorami, chórem i orkiestrą brali w nim udział także tancerze. Uwielbiam patrzeć na ładnie tańczących ludzi, więc zrobiła się z tego momentami uczta dla zmysłów! Słabszą stroną była nie tak porywająca fabuła i właśnie operowy śpiew głównej bohaterki. Chociaż może nie powinnam tego nazywać słabszą stroną, bo na tym właśnie polega operetka – ja po prostu jeszcze nie wiedziałam, że to mi do końca nie odpowiada :) W przerwach pomiędzy aktami chodziłam obejrzeć z bliska orkiestrę. Lubię patrzeć, jak muzycy stroją instrumenty i przygotowują się do kolejnego aktu – poza tym nie mam na co dzień okazji, żeby usłyszeć na żywo np. harfę, która ma piękną barwę i bardzo przyjemnie słuchało mi się jej solówek. Księżniczkę Czardasza oceniłabym na takie 6/10 i polecałabym ją raczej osobom, które są zaznajomione z formą operetki oraz ją lubią. Chyba że w ramach taniego czwartku, bo 20 zł warto wydać, żeby zobaczyć to na żywo i samemu się przekonać.

Jeśli jesteście z innych miast, to też poszukajcie w ofertach lokalnych teatrów specjalnych zniżek. O nich zwykle nie mówi się często, bo teatry nie chcą ich przesadnie eksponować na swoich stronach internetowych, dlatego trzeba porządnie poszperać. Ogólnie tych ofert w ramach tanich czwartków nie ma dużo, teraz zostały w Poznaniu do końca czerwca bodajże dwa spektakle – ale zawsze warto mieć takie rzeczy na oku. Na początku lepiej wydać mało i zobaczyć, czy to są rzeczy warte według nas pieniędzy, a gdy okaże się, że to dla nas – można kupować droższe bilety na te najbardziej znane produkcje.

Ja też dzięki tym dwóm wydarzeniom przekonałam się, co lubię w takich występach, a co nie. Musicalom w rodzaju Zakonnicy w przebraniu mówię trzy razy tak i planuję już kolejne – operetkom na razie podziękuję, ale miło było je poznać.

A czy Wy bywacie w teatrach muzycznych i jeśli tak, to na czym?

 

 

  • Nigdy nie byłam w teatrze muzycznym, ale bardzo chcę to nadrobić. Szczerze mówiąc nie wiem czy u mnie w Łodzi są jakieś promocje, ale poszperam, bo tak jak wspomniałaś, teatry jakoś specjalnie zniżkami nie chcą się chwalić;p

    • W łódzkim teatrze muzycznym z tego co widzę są wejściówki za 20 zł, tylko nie jestem pewna, jak to działa. Chyba trzeba przyjść na godzinę/pół przed spektaklem i jeśli okaże się, że ktoś nie opłacił swojej rezerwacji, to można za dwie dyszki kupić takie miejsce bez względu na strefę.
      Moim zdaniem warto próbować, bo na tych moich spektaklach było kilka wolnych miejsc, mimo tego że przy kupowaniu biletu wszystkie były wykupione/zarezerwowane – zawsze są jakieś zdarzenia losowe, że ktoś z 300+ osób na sali nie dotrze :D

      • Kurcze, jak na polowaniu:D

  • Od kilku lat powtarzamy sobie z moim chłopakiem, że pójdziemy w końcu do Teatru Muzycznego… no i kurczę, szkoda nie skorzystać z takiej okazji. :) Mnie akurat operetka pewnie by się spodobała i też lubię przyglądać się orkiestrze z bliska! Ze swojej strony mogę polecić Dziadka do Orzechów w Operze – byłam oczarowana…

  • Lubię jak piszesz o tym, jak odkrywasz ciekawostki w swoim mieście :) Nie ma to jak być turystą we własnym mieście. Tak trzymać! Ja też staram się u siebie chodzić do opery, ale jednak cały czas mam problem z rozumieniem szwedzkich tekstów… Najgorzej z musicalami, bo one są zawsze po szwedzku, ale wtedy po prostu skupiam się na muzyce i wizualnej stronie przedstawienia. Łatwiej z klasycznymi operami, bo zazwyczaj są po włosku, można znaleźć libretto online i są wyświetlane napisy po szwedzku. A mój szwedzki czytany jest dużo lepszy niż słuchany :)

    Ostatnio się podnieciłam, bo niedługo się wybieram na Traviatę, a na jesień będzie premiera „Upiora w operze” <3

  • Dawno nie byłam na musicalu… chyba kilka lat. Na operetce też byłam tylko raz inie mam za dobrych wspomnień. Nawet już nie pamiętam co to dokładnie było. Teatr jednak uwielbiam i gdyby bilety nie były tak drogie to na pewno chodziłabym minimum raz w tygodniu. :)