Potwór zwany licencjatem, ogarnianie życia i Blog Conference Poznań

Musiałam ostatnio trochę wyłączyć się z rzeczywistości, żeby móc skupić się na tym, co ważne. A ważne jest teraz oddanie pracy licencjackiej w terminie i bezproblemowe skończenie studiów, by niepotrzebnie wszystkiego nie przedłużać i ładnie zamknąć ten etap życia.

Jakoś bardzo dużo energii pochłonął mi ten licencjat – za dużo, w porównaniu do innych. Bo niektórzy potrafili do tego podejść zadaniowo, trzask-prask i po krzyku, a w międzyczasie zrobili dużo więcej produktywnych rzeczy ode mnie i ogólnie wykazali się lepszym ogarnianiem życia. Jeśli czegoś ludziom zazdroszczę, to właśnie sprawnego ogarniania życia. Bycia taką Martą z Marta pisze – pracuje dziewczyna, studiuje, bloguje, robi regularne treningi i jeszcze książkę w międzyczasie wydaje. Jak się zestawia własną zaradność z cudzą to człowiek wypada przy tym blado – tak też było z moim licencjatem.

Bardzo się nad tym rozwodziłam, spędziłam na myśleniu o nim zdecydowanie więcej godzin niż powinnam i Pani Swojego Czasu z pewnością nie byłaby ze mnie dumna. Ale na nic w tym momencie porównywanie się do innych – najważniejsze, że jest! Prawie gotowy, urodzony, jeszcze tylko trochę poprawek i napisanie wniosków. W tym momencie już z górki, już widać metę. Ulga, ulga, ulga!

Pewnie robię z tego większy dramat niż powinnam, ale naprawdę jest to dzieło pisane krwią i potem. Jak ten Harry Potter w gabinecie Dolores Umbridge, tak się czułam przez ostatnie tygodnie. Może dla niektórych pisanie prac dyplomowych to formalność, ale dla mnie to będzie najważniejszy sukces pierwszego półrocza 2017. Cieszę się i jest mi lekko, szczególnie dlatego, że poprzednie miesiące nie należały do najłatwiejszych pod wieloma względami.

Dostałam też fajne praktyki na wakacje, co cieszy mnie jeszcze bardziej. Zapowiada się pracujące lato i bardzo dobrze! Będę jak Rachel w Suitsach, tylko muszę sobie jeszcze sprawić jakąś profesjonalną korpospódnicę :D Paradoksalnie bardzo rwie mi się do pracy, dużo-dużo-dużo bardziej niż do studiowania. Sama jestem ciekawa, jak mi się spodoba korporacyjna rzeczywistość i czego dowiem się o sobie po tych wakacjach. Na razie mam dużo zapału i pozytywne nastawienie – wyczuwam dobre i pozytywnie zapracowane lato!

A jakby tych wrażeń jeszcze było mało…

 

Blog Conference Poznań

Już w ten weekend będę mieć okazję uczestniczyć w wielkim evencie blogosfery. 1000+ osób, dwa dni prelekcji, poznańska Sala Ziemi i wspaniały weekend w gronie twórców internetowych. Okazja do spotkania między innymi Styledigger, Pani Swojego Czasu, Janiny Daily, Zwierza popkulturalnego, Tomka Tomczyka, Jestrudo, Moniki Kamińskiej i wielu innych ciekawych osób! Czy może być jeszcze milej?

Wiadomo – ja to jestem blogowo początkująca, ale okazało się, że organizatorzy dają szansę nawet takim małym żuczkom i nie trzeba być internetową sławą, żeby się na to wydarzenie dostać :) Małe żuczki są z tego powodu bardzo wdzięczne.

Ale że jestem człowiekiem sceptycznym, to na początku w ogóle w to nie uwierzyłam. Do głowy by mi nie przyszło wysyłanie zgłoszenia na tę imprezę, gdyby nie Marta. Dalej bym uważała, że jestem niegodna i po co mam w ogóle próbować. Przecież to na pewno nie miejsce dla małych żuczków! Na szczęście Marta z bloga xplority.pl ma więcej oleju w głowie i tak mnie pociągnęła za ucho, że koniec końców jedziemy tam razem. Także podziękowania dla Marty i taka refleksja, że jakby człowiek nie miał wokół siebie osób kopiących go w zadek i ciągnących za uszy, to mógłby wieść smutny żywot, oj smutny.

Tym bardziej, że ludzka głowa lubi płatać figle i tworzyć sobie komunikaty w stylu: co ty sobie wyobrażasz, weź się schowaj, po co masz w ogóle próbować, siedź lepiej bezpiecznie całe życie pod kocykiem. Z takiego impasu może wyrwać człowieka dopiero druga, mądrzejsza głowa.

 

A co dobrego u Was? Jakie są Wasze wspomnienia z pisaniem prac dyplomowych? Kto jeszcze wybiera się na BCP? :)

  • Oj, nawet nie wiesz, jak ja się cieszę, że udało mi się Ciebie namówić! Już nie mogę doczekać się piątkowego jedzonka z Tobą :D

  • Pisanie pracy to też był trudny czas, ale dzięki mojemu wymagającymi aż nadto promotorowi udało się ją skończyć zanim inni zaczęli ją pisać :D ich choć szczerze go miałam dość kiedy kazał nam się spinać, a inni mogli odpoczywać sobie. Ale kiedy potem ja miałam już z głowy, a inni się pocili, bo czas naglił byłam mu wdzięczna :D

  • Nie miałam przyjemności pisania licencjatu z uwagi na jednolite studia, ale pamiętam, że moja magisterka też rodziła się w bólach :) Chociaż jej pisanie w gruncie rzeczy sprawiało przyjemność, temat bardzo mnie interesował, research był przyjemnością, to całość szła powoli i byłam przekonana, że nie dobiję do wymaganej ilości stron. W dodatku miałam wrażenie, że wszystkim znajomym idzie to sprawnie, a mi powoli zaczyna brakować pomysłu co tam jeszcze mogę zmieścić. Na sam koniec okazało się, że … całą pracę pisałam zbyt małą czcionką i zbyt małą interlinią w stosunku do podanych wymagań :D I nagle zrobiło mi się o połowę więcej stron, co wymagało dodatkowego nakładu pracy i skracania całej zabawy :)
    Do zobaczenia na BCP, może gdzieś się tam dostrzeżemy w tłumie :D

  • Dobrze, że udało się oddać na czas – ja swoją też pisałam długo, ale perfekcjonizm jest dobijający. ;) Ale lubiłam pisać prace zaliczeniowe i dysertacje. Ach, wróciłabym na studia jeszcze, choć na chwilę. Fajny czas!
    Miałam jutro być na BCP, ale nie dotrę niestety, więc liczę na obszerną relację i wrażenia! :)

  • Jestem świeżo po przeczytaniu książki Oli Budzyńskiej i powoli wdrażam jej rady. Jednak zmiana nawyków nie jest zbyt prosta, także powolutku, powolutku ;)

  • Zazdroszczę Wam tego Poznania, tego roku znów obudziłam się za późno! W następnym roku chyba wpiszę te wszystkie konferencje do kalendarza z rocznym wyprzedzeniem, i drukowanymi literami ;)
    Dobrze rozumiem Twój ból związany z pracą. Moja również powstawała w cierpieniach i pocie, tym bardziej, że proces jej pisania rozwlekłam na prawie cały rok (zamiast przysiąść na tyłku trzy tygodnie i rach ciach)… Więc przez cały rok żyłam ze świadomością ‚muszę coś zrobić’, po czym przychodził weekend i pisałam dwie strony. I tak przez wiele miesięcy. Dobrze, że większość pracy jest już za Tobą. Obrona jest już tylko formalnością, a z biegiem lat z jaką satysfakcją będziesz patrzeć na ten etap w życiu! :)

  • Miałam być na BCP i się rozchorowałam. :( Mam nadzieję, że Ci się podobało i przede wszystkim – bardzo, bardzo się cieszę, że napisałaś licencjat. Pamiętam, ile nerwów kosztowało mnie tworzenie magisterki i naprawdę Cię rozumiem. :) Gratuluję też praktyk i jestem ciekawa, czy wpadasz przypadkiem do mojego korpo – chociaż u nas akurat dress code jest bardzo na luzie.
    A co do Marty z Marta pisze to też jej zazdroszczę tego powera i ogarniania, ale sama pisała, jak dużym stresem to okupiła. Za tę szczerość ją lubię.