Co z tą organizacją czasu i produktywnością?

Zawsze mnie to trochę zaskakiwało. Na blogach i w ogóle w całych internetach jest mnóstwo, mnóstwo treści odnośnie efektywności, lepszego zarządzania sobą w czasie i narzędziach to ułatwiających, a jednak zapotrzebowanie na ten temat wcale nie maleje! Tak jakbyśmy bez końca o tej organizacji czytali, ale nigdy się jej całkowicie nie nauczyli.

Podczytuję sobie nieraz bloga Marty z Martapisze i CodziennieFit. Jest starsza ode mnie tylko o rok, a przy tym pracuje, studiuje dziennie, prowadzi dwa duże i popularne blogi (wpisy średnio co 3-4 dni na obu), regularnie robi treningi (jest trenerem personalnym, a oprócz tego copywriterem) i gdzieś w międzyczasie pisze książkę. Najwyraźniej znajduje też chwilę dla swojego kota, chłopaka i na grę w Simsy. Czy zazdroszczę? Raczej podziwiam. Na usta ciśnie mi się zawsze jedno pytanie: JAK?

 

NIE OD RAZU POZNAŃ ZBUDOWANO

Nie chodzi o to, żeby się z innymi porównywać i ja wcale nie czuję się gorzej, patrząc na tych, którzy radzą sobie lepiej. To by było destrukcyjne. Przyglądam się jednak i zastanawiam, co by tu zmienić we własnym życiu. We wpisie o ważnych dla mnie cytatach padło zdanie: Zacznij tam, gdzie jesteś. Użyj tego, co masz i rób to, co możesz.
Ja jestem w takim miejscu, że nie dostanę z dnia na dzień motorka w tyłku i nie zacznę być hiperproduktywna, bo coś takiego trzeba budować stopniowo. Przede wszystkim czuję, że moje ciało jest ospałe – ciężko mi się rano podnieść z łóżka, wszystko robię raczej wolno, a mój poziom energii w ciągu dnia jest taki sobie. Ale gdzieś trzeba zacząć, startując właśnie z tego marnego punktu.

 

organizacjaczasu4

 

MOJE TRZY MAŁE KROKI

Metodę małych kroków uważam za jedyną, która ma szansę u mnie zadziałać. W jej myśl udało mi się ostatnio wprowadzić do swojego życia takie zmiany:

 

1. Kupiłam karnet na jogę i chodzę na zajęcia 2-3 razy w tygodniu.

Jaki to ma związek z dobrą organizacją? Myślę, że jeżeli poprawię swoją kondycję fizyczną i zwiększy się mój ogólny poziom energii, to lepsza produktywność przyjdzie sama. Według mnie bez sensu są rady w stylu: wstawaj rano o godzinę wcześniej niż zwykle, to wykonasz więcej zadań i będziesz produktywny! Kiedy mamy naprawdę słabe ciało i wczesne wstawanie jest koszmarem, to zmuszanie się do tego siłą jest jak gwałt na własnym ciele. Zamiast tego lepiej sięgnąć do korzeni problemu i pracować nad dietą, aktywnością fizyczną, stałym rytmem dobowym. Pamiętam, że w okresie mojego wzmożonego uprawiania sportu (tak, raz na sto lat się to u mnie zdarza!) naprawdę potrafiłam wstawać wypoczęta przed budzikiem.
Widzę wielką korelację pomiędzy regularną aktywnością fizyczną a poziomem energii w ciągu dnia.

Gdzieś zgubiłam ten stan, rozleniwiłam się przez kilka miesięcy i wszystko przepadło. Teraz chcę to zbudować na nowo, małymi krokami. Najpierw joga (jest świetna!), później może dołoży się coś więcej.

 

2. Małe zadanie wykonuję już na początku dnia.

Fajnie jest dać sobie symboliczne zadanie do wykonania, które zajmuje maksymalnie 20 minut i można je wykonać nawet rano. Pojawia się wtedy pozytywne uczucie: kurczę, dopiero 8:30, a ja już odhaczyłam coś istotnego na dzisiaj!
W moim przypadku jest to aktualnie nauka hiszpańskiego z aplikacją w telefonie. Mój dzienny cel na Duolingo to 30 punktów (choć zwykle robię 50-60). Małymi krokami rozszerzam sobie dość jeszcze ubogie słownictwo i codziennie uczę się lub powtarzam kilka symbolicznych słów – to cieszy i w długiej perspektywie daje efekt. Całość zadania zajmuje mi 15-20 minut dziennie.
Nie musisz akurat uczyć się języków – to może być cokolwiek, co nie zajmuje dużo czasu, a wykonanie tego da Ci mały posmak satysfakcji.

 

organizacjaczasu5

 

3. Testuję narzędzia, które pomagają oszczędzić czas.

Ostatnio na przykład założyłam Bloglovin i po zobaczeniu, jak jest przydatny, nie mogłam uwierzyć, że zrobiłam to dopiero teraz. Tak się składa, że jestem nałogową czytelniczką kilkunastu blogów i do tej pory zupełnie bezsensownie wchodziłam na każdy z nich z osobna, żeby sprawdzić, czy jest nowy wpis. Głupie, nie?

Na Bloglovin można sobie wpisać wszystkie blogi, z których aktualności nas interesują i każdy nowy wpis pojawia nam się na feedzie. Jeśli ktoś czyta regularnie więcej niż dwa blogi, bardzo przydatne narzędzie. Facebook tnie zasięgi i nie widzimy wszystkich nowości na śledzonych przez nas profilach, ale na Bloglovin nic nie zginie – można sobie nawet robić kategorie i zachowywać wyjątkowe treści na później. Jeśli macie konto, zapraszam oczywiście do śledzenia Zielonym Okiem.

Dla mnie coś takiego ma tę zaletę, że mogę na czytanie blogów poświęcić określony czas, np. godzinę wieczorem po załatwieniu ważniejszych spraw – wiem, że mi te wpisy nie uciekną, więc nie muszę kompulsywnie wchodzić na te strony w ciągu dnia, widząc powiadomienie o nowym poście na instagramie/facebooku.
Testuję też inne ciekawe programy, ale nie wszystkie się u mnie sprawdzają. Dam znać, jeśli znajdę coś szczególnego.

 

40 DNI DO ZMIAN

Mistrzem produktywności pewnie szybko nie zostanę, ale warto wprowadzać małe zmiany i dobre nawyki tydzień po tygodniu, we własnym tempie.
Wiecie, że do Nowego Roku zostało 40 dni? Zamiast robić postanowienia noworoczne, zróbmy końcowolistopadowe! Jeśli wprowadzisz jakieś zmiany teraz, to do stycznia będą już one w miarę ukształtowanymi nawykami i pozostanie tylko je kontynuować. Czy to nie fajne, wejść w Nowy Rok mając za sobą już 40 dni zmian?

 

Zapraszam Was do podjęcia tego wyzwania! Nad czym chcecie popracować?

 

  • SylwiaK

    Czyli nie tylko ja mam problem z organizacją czasu…
    Chcę dużo zrobić w ciągu dnia więc siedze do nocy (na przykład) a potem w ciągu dnia jestem tak niewyspana i bez energii ze wszystkich robię trzy razy dłużej i dlatego właśnie siedze do nocy! I kółko się zamyka :)

    Czas zmienić coś, no bo w końcu świąteczne obowiązki tuż tuż a tu jeszcze licencjat nad nami wisi..:)
    Powodzenia dla nas!

    • Wszyscy mamy:)
      Warto trochę wrzucić na luz, bo dzisiejszy odpoczynek i przerwa od pracy to jutrzejszy jaśniejszy umysł :D
      Ten licencjat to taka mała zmora tego roku akademickiego, ale uwiniemy się z tym sprawnie i nawet nie zauważymy! Będzie dobrze :)

  • Mojej organizacji czasu uczę się – z różnym skutkiem – od dwóch lat (właściwie ponad dwóch) i widzę, jak wiele się już nauczyłam, ile nawyków zbudowałam, ale… wciąż zdarzają się takie czynniki, które wszystko burzą. :D Na początku chciałam chociaż do 16 spędzać czas w pełni produktywnie, ale teraz już nieco wrzuciłam na luz i efekty są lepsze. Przynajmniej takie mam wrażenie :) W każdym razie wiem do czego dążę, co mi średnio wychodzi albo nie wychodzi wcale i co wychodzi mi świetnie, więc uważam to za połowę sukcesu.

    Stale próbuję, metody są różne, dlatego uwielbiam czytać o organizacji, niby wszędzie to samo, ale jednak z każdej takiej notki można wyłowić coś dla siebie :)

    • To budowanie nawyków to trochę syzyfowa praca – łatwo sobie zburzyć to, co się już wypracowało, a jednak ciągle trzeba iść naprzód i próbować dalej :D Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. To ciągły wysiłek, ale w pewnym sensie przyjemny, bo dający satysfakcję :)

  • Dla mnie właśnie ten listopad jest takim dobrym miesiącem do zorganizowania się. Dopiero teraz poczułam, że po tym jak doszła mi uczelni, jestem w miarę na bieżąco (wiem, trochę mi to zajęło!). I właśnie próbuję się zorganizować, dołożyć ćwiczenia, wrócić do zdrowej diety. Wiosną świetnie mi to wszystko wychodziło, więc wiem, ze mogę :) Aktualnie szukam dobrego plannera, najlepiej takiego bez ograniczenia datowego. Mój już jest zakreślony we wszystkie strony :D

    • Ty to dobrze wszystko ogarniasz czasowo, może Marty tak mają – zarówno Martapisze jak i xplority :D

      Też szukam plannera, ale być może kupię po prostu fajny kalendarz książkowy z empiku. Daj znać, jeśli znajdziesz coś ciekawego :)

  • Czytanie o organizacji czasu i zwiększaniu produktywności często… zabiera za dużo czasu ;) Podoba mi się metoda małych kroków. Duże zmiany są przytłaczające i łatwo się poddać. Powodzenia! :)

  • Ania Hadryan

    Moim zdaniem nie są to małe kroki. :) Na początek to już dużo. Trzymam kciuki!

  • Ja cię śledzę na Bloglovinie właściwie pd samiutkiego początku ;) a pomysl z 40 dniami do zmian jest… Super!

  • Zgadzam się z aktywnością fizyczną. Przed śniadaniem idę biegać, czasem chociaż dwadzieścia minut i mam energię na cały dzień, jak z jakiś przyczyn nie mogę, to mój dzień jest totalnie rozbity.

    Duolingo to świetna aplikacja używam jej od roku, nie kosztuje dużo wysiłku, a widać rezultaty.
    Pozdrawiam i powodzenia z organizacją.

  • Co do wstępu – ja zadaję sobie podobne pytanie obserwując te wszystkie super zorganizowane pracusie i coś mi tu nie gra. Jakby nie liczyć, doba ma 24 godziny, z czego 8 godzin (około) powinniśmy spać, żeby mieć energię. Praca i czynności „okołopracowe” to kolejne 10 godzin. 24 – 18 = 6 godzin na przygotowanie jedzenia i jedzenie, zakupy, zainteresowania, różne obowiązki domowe (szczególnie jeśli ma się rodzinę w tym dzieci!), czas dla siebie i czas dla bliskich. Najlepiej nie patrzeć na tych tytanów pracy, tylko tak jak piszesz – choćby malymi kroczkami, ale ciągle posuwac sie do przodu, do własnego celu :-) Ostatecznie życie nie musi być wyścigiem, lepiej jest zrelaksować się i zwolnić. Nie wyobrażam sobie szczęścia w takim skakaniu z tematu w temat, byle wiecej codziennie ogarnąć.

  • Bardzo fajne wskazówki – z jednej strony faktycznie ułatwiają życie, z drugiej mimo wszystko są „blisko ziemi” i nie opowiadają o super-hiper-megaproduktywności, która ma więcej wspólnego z science fiction niż prawdziwym życiem ;)

  • Nasza aktywność fizyczna ma wiele wspólnego z naszym samopoczuciem i poziomem energii w ciągu dnia. Gdy regularnie ćwiczyłam, żaden ciężki dzień nie był mi straszny. Potrafiłam szybko zebrać myśli i w dwie godziny nauczyć się na ważny sprawdzian. Dzisiaj mało ćwiczę, jestem ospała i zanim wstanę pięć razy przestawiam budzik. Najwyższy czas coś z tym zrobić.
    Bloglovin mam i uwielbiam. Okropna wygoda i ile zaoszczędzonego czasu ;) !

  • Postanowieniom końcowolistopadowym i małym kroczkom mówię zdecydowane tak. :) Swoją drogą też podziwiam Martę Hennig i zastanawiam się, jak ona to robi. Napisałaś coś bardzo ważnego – wydaje mi się, że bez dbania o siebie i swoje zdrowie po prostu nie da się być produktywnym, człowiek nie ma na to siły. Od tygodnia wprowadziłam zdrowsze, regularne posiłki i już widzę, że mam więcej energii i lepszy humor. Chyba podczepię to zatem pod to wyzwanie na koniec listopada. Trzymam kciuki!:)