Wyzwania czytelnicze, lista książek BBC i ile czytamy rocznie

Kilka dni temu pojawił się w sieci raport o stanie czytelnictwa w Polsce w 2016 roku. Nic nowego – o tym, jak mało czytamy, donoszą nam przy każdej edycji tych badań. Niby jest to trochę smutne, ale chyba coraz mniej nas rusza, w końcu te wyniki nigdy nie wyglądają dobrze – był czas przywyknąć.

63% ankietowanych nie przeczytało w 2016 ani jednej książki, w 22% gospodarstw domowych nie ma w ogóle książek (!), a jeśli czytasz ich 7 lub więcej rocznie, to nazywają cię już czytelnikiem intensywnym. Bardzo rzadki gatunek. Więcej informacji na stronie Lubimyczytać, a stamtąd odnośnik do szczegółowego raportu Biblioteki Narodowej.

Nie będę się nad tym dłużej rozwodzić, bo to chyba nie wymaga obszernego komentarza, ale odpowiedzią na tę smutną rzeczywistość mogą być różnego rodzaju wyzwania czytelnicze. Jest ich już w internecie całkiem sporo! Od przeczytać 12 książek przez 12 miesięcy po przeczytać 52 książki przez 52 tygodnie. Tutaj znalazłam kilka ciekawych propozycji wyzwań czytelniczych o różnym poziomie trudności – może znajdziecie coś dla siebie. Kiedy buszuję po Instagramie i widzę hashtagi w stylu #readingchallenge to myślę, że to fajne zjawisko. Jeśli można z czytania zrobić modę, to jest to bardzo dobra moda. Tak chyba najłatwiej promować czytelnictwo wśród młodych pokoleń – Instagramem, hashtagami i pokazywaniem, że to jest fajne.

Ja postanowiłam w tym roku zapisywać wszystkie książki, które przeszły przez moje ręce – używam do tego celu konta na Lubimyczytać. Teoretycznie używam go od dawna, ale często zapominałam tam wpisać jakąś lekturę, od stycznia jednak pilnuję się i robię to regularnie. Jaki jest mój stan przeczytanych książek? Od początku roku do dzisiaj wychodzi mi dokładnie 10. Czy to dużo, czy mało? Zależy z jakiej perspektywy, dla mnie nie najgorzej, ale zawsze mogłoby być lepiej. Średnio 2,5 książki na miesiąc i 30 rocznie – przy założeniu, że utrzymam takie tempo. Spróbuję to jednak trochę podkręcić i dobić do 40 na ostatni dzień grudnia :) Nic na siłę oczywiście, ale będę to mieć na uwadze.

Wiadomo, że w czytaniu nie chodzi o ściganie się z innymi ani z samym sobą, ale jeżeli ma to być jakiś zastrzyk motywacji, to czemu nie? Poza tym dochodzi kwestia, co się czyta – lekkie kryminały można przeczytać w dwa dni i faktycznie przy dobrym głodzie da się ich wciągnąć miesięcznie kilkanaście, z kolei książki-cegły wymagające dużego skupienia czyta się nieraz długimi tygodniami. Jasna sprawa, książka książce nierówna – dlatego lepiej nie porównywać się z innymi, tylko skupić na własnym rozwoju intelektualnym.

Czytać można na wiele sposobów. Niektórzy chętnie sięgają po nowości wydawnicze, a inni wręcz przeciwnie – wracają do klasyki. Czasami ktoś stworzy listę lektur, które człowiek oczytany powinien znać, a najpopularniejszą wśród nich jest chyba lista książek BBC. Znacie? Są na niej zarówno klasyki w rodzaju Dumy i uprzedzenia czy Wichrowych wzgórz, jak i znany wszystkim Harry Potter czy Władca Pierścieni. Jest parę pozycji z literatury rosyjskiej (Zbrodnia i kara, Anna Karenina, Wojna i pokój), jest trochę Orwella, Dickensa i takich książek, które wszyscy kojarzą, a mało kto czytał.

Osobiście nie uważam, że powinno się to wszystko koniecznie przeczytać, bo niektóre pozycje mnie zupełnie nie interesują. Ale może to stanowić ciekawą wskazówkę do tego, co by tu wciągnąć na swoją czytelniczą listę, gdy nie mamy na to pomysłu. Polecam prowadzenie folderu Chcę przeczytać na Lubimyczytać – wrzucam tam sobie wszystkie książki, o których usłyszałam i mnie zainteresowały, a nie mam do nich obecnie dostępu. Gdy pomysłów na następną lekturę brak, dobrze się wraca do takiej listy.

Na zdjęciu tytułowym widzicie Krystynę, córkę Lavransa – właśnie się do tej lektury przymierzam. Dosyć wiekowa pozycja, ale jest to jedna z ulubionych książek kobiet z rodu Borejko w Jeżycjadzie. To oznacza, że jest to także jedna z ulubionych książek samej Musierowicz, która do Jeżycjady przemyca to, co sama uważa za wartościowe. Sam ten fakt jest powodem, żeby Krystynę przeczytać, dlatego zabiorę się za nią już wkrótce.

Na koniec opowiem taką smutną anegdotkę… Przeczytałam ostatnio dwie całkiem smakowite części serii kryminalnej o Cormoranie Strike’u pióra J.K.Rowling pod pseudonimem Robert Galbraith. Książek raczej nie kupuję, tylko zaczajam się na nie w Bibliotece Raczyńskich – o ile pierwszą i drugą część skutecznie upolowałam, tak trzeciej nijak nie mogę! Stale kontroluję jej losy w katalogu internetowym i tak się wspaniale złożyło, że ostatnio zobaczyłam przy niej status: na półce. NA PÓŁCE!!! Walczyłam ze sobą, czy by do tej Biblioteki w tym samym momencie nie lecieć, ale dzień był to ciężki i okropnie się czułam. Pójdę rano kolejnego dnia, postanowiłam sobie – rano jednak odświeżyłam katalog internetowy w telefonie i co widzę? Status WYPOŻYCZONE.

Ktoś mi zwinął sprzed nosa ostatnią część serii, a ja tak jestem ciekawa, co tam słychać u Cormorana i Robin… Trzeba przyznać Rowling, że potrafi tworzyć ciekawych bohaterów. O ile fabuła jest w tej serii książek dosyć przeciętna, tak główni bohaterowie są naprawdę dobrze skonstruowani i łatwo się do nich przywiązać. Poza tym wszystko dzieje się we współczesnym Londynie ze szczegółowym opisem, jaką idą ulicą, w którym są pubie, co jedzą i czym popijają. Czytając tę serię czuję, jakbym sama była w tym Londynie z nimi.

To znaczy teraz już NIE CZUJĘ, gdyż zabrano mi ten kąsek sprzed nosa, ale spokojnie – jeszcze go dorwę! Tym razem będę czujniejsza. Przy takim polowaniu każdy moment zawahania to niewybaczalny błąd.

 

  • Ja często korzystam z tej listy BBC. W sumie rozkłada się to u mnie tak pół na pół: raz coś ze starych klasyków, raz z nowości. Ostatnio natomiast moją główną lekturą są książki marketingowe, ale ten marketing ma coś takiego w sobie, że nawet książki naukowe są całkiem dobrze przyswajalne :D

  • Ciężko mi to pisać, ale mam wrażenie, że moje studia zabiły we mnie miłość do książek. Za dzieciaka i później aż do liceum – czytałam dużo. Nie skłamię, jeśli powiem, że było to jedno z moich ulubionych hobby. Większość mojego kieszonkowego szła na książki, a im książka grubsza – tym lepsza, bo na dłużej ze mną zostanie. Odkąd poszłam na psychologię, byłam zmuszona CZYTAĆ. I to codziennie po kilkadziesiąt stron. I o ile część lektur była interesująca, tak połowę z tego wyrzuciłam z pamięci po pierwszym, lepszym kolosie. Moim skromnym zdaniem – marnacja czasu i zapychanie nas ‚byle czym’, byle czytać. Obecnie mam wstręt do książek – patrzę na nie i tak bardzo NIE CHCĘ ich czytać. Cóż, mam tylko nadzieję, że wraz z dyplomem wróci moja miłość do książek. Bo znów to ja będę je wybierać, a nie ktoś, zarzucając mi na głowę kolejne nudne wywody filozofa…

    • Rozumiem, to zrozumiałe odczucia w takim przypadku. U mnie też były długie okresy, kiedy nie mogłam ruszyć żadnej książki „hobbystycznej” – i to często wtedy, kiedy miałam obowiązek czytać te narzucone przez kogoś :) Nie ma co się przymuszać, z czasem to mija i radość z czytania wraca. A jak skończysz studia w czerwcu to na pewno olbrzymi kamień Ci spadnie z serca i będziesz mogła o lekturach typowo psychologicznych zapomnieć :D

  • Bardzo lubię Lubimyczytać, świetny portal – dziękuję za dodanie mnie do grona znajomych. :) U mnie niestety tego czasu na czytanie ciągle brak – paradoksalnie najwięcej czytam latem bo mam więcej energii i nie muszę się tak bardzo zmuszać do wykonywania wszystkich obowiązków jak zimą. W efekcie zostaje mi więcej wolnego czasu. Co do biblioteki to przykro mi i mam nadzieję, że następnym razem upolujesz tę książkę. Czy w Bibliotece Raczyńskich trzeba się w jakiś skomplikowany sposób rejestrować? Może też się zapiszę? Przeraża mnie ten ogromny gmach, jeśli mam być szczera – w moim rodzinnym miasteczku biblioteka była mała, przytulna i pracowała tam mama mojego przyjaciela więc wiesz, to spory przeskok. ;)
    Jestem bardzo ciekawa, jakie wrażenie zrobi na Tobie „Krystyna” – to nie jest prosta i łatwa książka, ale tak niesamowicie mądra…

    • Rejestracja zajmuje 5 minut, wypełnia się tylko jakąś karteczkę z danymi i płaci jednorazowo 10zł za kartę magnetyczną :) Z zewnątrz ten budynek może się wydawać wielki, ale jest tam bardzo przytulnie. Polecam zajrzeć, zbiory są całkiem zacne – poza tym możesz sobie wyobrazić, że pracował tam Ignacy Borejko zanim przeszedł na emeryturę :D
      Oferują także na dole darmową herbatę. Po wypożyczeniu można sobie poczytać przy stoliku z parującym kubkiem przygotowanym przez miłą panią :)

      • Kupiłaś mnie tym opisem! Chyba zacznę jeździć do Biblioteki Raczyńskich, kiedy Luby będzie na zajęciach. :)

  • Kiedyś solidnie uzupełniałam konto na Lubimy czytać. Teraz trochę to zaniedbałam i chyba czas do tego wrócić, bo choć staram się spisywać co przeczytałam, tak dla swojej świadomości, nie dla jakiś wyzwań, to czasami coś mi umknie, jakąś karteczkę zgubię i o. A tam jest wszystko na miejscu!

    A co do wyzwań czytelniczych. Sama w nich nie uczestniczę. Ale masz rację, że dla tych, którym ciężko jest się zebrać do czytania w ogóle to może być bardzo ciekawa opcja żeby zacząć. :)

  • Zastanawiam się na ile wiarygodne są te ankiety, bo jak rozmawiam z ludźmi, to każdy chociaż kilka książek do roku czyta, a tu zawsze takie dołujące statystyki ;)
    Też korzystam z Lubimy czytać i zapisuję co przeczytałam :)

  • Fajne te linki które podrzucasz, może się nawet zmobilizuje do któregoś wyzwania:) Jak na razie czytam na kindle i niestety w moim przypadku oznacza to mniejsza ilość książek. Ja po prostu lubię mieć książkę fizycznie w rękach:)

    Co do Krystyny tez ją kiedys planowałam pod wpływem Musierowicz… Dzięki za przypomnienie!

  • Z lubimyczytać mam ten problem, że przez studia dzielę książki na dwie grupy – hobbistycznie i na uczelnię. Hobbistycznie czytam w tym roku bardzo mało, 7 książek (normalnie spokojnie miałam 50-55 rocznie), ale nie sposób doliczyć do nich tego wszystkiego, co czytałam na uczelnię. Chwilowo nie wiem, jak traktować te moje książki naukowe. W ogóle mój kierunek namieszał trochę w pojmowaniu czytania i zaczynam rozumieć, że do przeciętnego czytelnika już się nie zaliczam, jeżeli kiedykolwiek się zaliczałam ;) Wyzwania są fajne, no ale znowu – robi się je przy tych elementach życia, których jest za mało, a nie nadmiar. U mnie tak jest np. z teatrem.
    Właśnie wróciłam od Raczyńskich – uwielbiam ich ^^ Mieć taką bibliotekę pod nosem – niespełnione marzenie mojego dzieciństwa. Aczkolwiek nie pojmuję, czemu na regale z podpisem „komiks” były antologie literatury polskiej :P Co ja się naszukałam…

    • Przy studiowaniu polonistyki to już musi być jakieś czytelnicze szaleństwo :) Zastanawiałam się kiedyś, czy wybór tego kierunku obrzydziłby mi książki. Z jednej strony to coś, co lubię, a z drugiej – pod wpływem takiego przymusu chyba mogłabym się trochę zbuntować… To jest naprawdę coś, czytać po kilkadziesiąt książek na semestr, jak to widziałam u moich znajomych z polonistyki. Masz rację – inny poziom czytania!

      • Ja po prostu uwielbiam to, co czytam. Równie dobrze mogłabym czytać tego Wespazjana Kochowskiego dla siebie, studia po prostu rozszerzają mi perspektywy i dodają ciekawy komentarz do tego, co czytam.

  • Polowanie na książki bywa takie rozczarowujące! Ja nie znalazłam jeszcze w Krakowie dobrej biblioteki do ,,czytadeł”, bo z Jagiellońskiej głupio mi wypożyczać kryminały, a z miejska ma chory system katalogowania. Jednak sporo książek kupuję za grosze w tanich księgarniach. w jednej z nich od października czaiłam się na ,,Szaleństwo katalogowania” Umberta Eco – gruba cegła z kolorowymi ilustracjami, w twardej oprawie, no po prostu cud, tyle że cena kosmiczna jak na tego typu księgarnię. Chodziłam, czaiłam się, czekałam aż obniżą – nic! Aż wreszcie niedawno przychodzę, patrzę, a cały stosik zniknął! Do tej pory żałuję, że nie przezwyciężyłam swojego skąpstwa i nie kupiłam tej książki.
    W wyzwania czytelnicze się nie bawię, chociaż w zeszłym roku robiłam ,,52 książki” i udało mi się, przeczytałam nawet więcej. W tym roku nie chce mi już się tego zapisywać, czytanie książek to moja praca, nauka i sposób spędzania czasu wolnego, więc czytam właściwie bez przerwy. Jeżeli nic nie czytam, to znaczy że coś zawalam. A przed kolokwium z historii literatury potrafię przeczytać dwadzieścia książek w dwa tygodnie. To jest już całkiem inny poziom czytelnictwa i podejrzewam, że to badanie w ogóle nie uwzględniło takich osób jak ja.

    • Może jeszcze uda Ci się jakoś to „Szaleństwo katalogowania” dostać. Szkoda, że niektóre książki są takie drogie… Ale jeśli przedstawiają dużą wartość, to można kupić.
      Poziom czytania dwudziestu książek przez dwa tygodnie jest mi nieznany – to jest coś! Technika szybkiego czytania chyba wyrabia się przy tym sama, bez jakichś specjalistycznych metod :)

      Masz ciekawego bloga, ale trochę problematyczne komentowanie – z anonimowego nie można, a na żadnej ze stron nie mam konta, przy czym z Google wolałabym nie. Jakbyś włączyła opcję anonimowych komentarzy, byłoby super :)

  • Jakby podliczyć wszystkie artykuły i wpisy blogowe, które czytam, to wyszłaby potężna księga z tego :D Ale chyba i bez tego jestem czytelnikiem intensywnym, chociaż zabieranie się za takie książki jak „Księgi Jakubowe” czy „Zimową opowieść” nie pomaga w otrzymaniu tego tytułu, bo to objętościowo jak trzy inne książki :D

  • hermiona158

    Jak byłam w podstawówce to bardzo dużo czytałam. Do tego stopnia że na jedną kartę można było wypożyczyć 4 książki, więc brałam 4 na siebie i 4 na kartę brata :D po tygodniu/dwóch odnosiłam i znowu brałam nowe, ewentualnie coś przedłużałam :) teraz też wydaje mi się że w miarę dużo czytam, ale jak porownać do tego ile było wcześniej to mało :( chociaż z drugiej strony mam tak że jak mnie coś wciągnie to mogę czytać non stop aż skończę, a potem… ubolewam, że skończyłam xd

    • Noo najgorzej jak się tak człowiek przywiąże do historii i do bohaterów, nabierze rozpędu, a w momencie kiedy już można to czytać bez końca, książka się kończy :D

      • hermiona158

        Dopóki jeszcze książka się kończy w jakiś sposób to spoko, jakoś to przeżyję, bo byłam na to przygotowana :P Jakiś czas temu czytałam książkę „Skaza”. Książka ciekawa, wciągnęła mnie i tak czytam i czytam i widzę, że się kończą strony a fabuła się dopiero rozwinęła. I nagle nie wyjaśniając tego co chciałam się skończyła. To było straszne! Mam nadzieję, że będzie jakaś druga część :D