Zachowanie, które może zadecydować o Twoim sukcesie i poczuciu szczęścia

Od jakiegoś czasu powraca do mnie pewna refleksja, której odbicie znajduję w coraz to nowych miejscach – aktualnie czytanej książce, cudzych blogach, w dyskusjach między ludźmi i tak dalej. Mam wrażenie, że stosunkowo niewiele osób posiada umiejętność, o której mowa. A to niedobrze, bo jest cholernie ważna!

 

Czytam właśnie jedną z książek Tomka Tomczyka vel Kominka. Abstrahując od osoby autora, który bywa kontrowersyjny i z którym częściej nie zgadzam się niż zgadzam, to czasami miewa on trafne uwagi. Podkreśliłam sobie właśnie taką:

Widziałem w życiu wielu ludzi, którzy niczego nie osiągnęli i zazdrośnie patrzyli na lepszych od siebie, ale nigdy nie widziałem człowieka sukcesu, który negatywnie reagowałby na cudze sukcesy.

I to jest trochę to, o czym ostatnio myślałam. Podzielmy to na dwa zagadnienia, które częściowo się na siebie nakładają: szczęście osobiste i sukces zawodowy. Moja refleksja brzmi:
Stosunkowo mało osób potrafi szczerze cieszyć się cudzym szczęściem.
Stosunkowo mało osób potrafi szczerze cieszyć się cudzym sukcesem.

Jednak ci, którzy potrafią, zwykle sami wyrastają na szczęśliwych, spełnionych ludzi, którym wiele się udaje. Rozpatrzmy to po kolei. Czy mieliście kiedyś znajomych, z którymi utrzymywaliście dobry kontakt w momencie, gdy było Wam w życiu źle lub przeciętnie – a kiedy zaczęło być naprawdę dobrze, to te znajomości stopniowo się osłabiały? Dawniej podobny los, podobne problemy, czasem wspólne narzekanie na te same rzeczy. I nagle Ty masz o wiele lepszą pracę, tworzysz udany związek, regularnie ćwiczysz i poprawia się Twoja sylwetka, promieniejesz lepszym niż dawniej nastrojem. Jak reagują znajomi? Czy gratulują Ci sukcesów, lepszej sylwetki, siły woli niezbędnej do osiągnięcia tego wszystkiego? Czy może obserwują te zmiany bez komentarza, w duchu trochę zazdroszcząc, a pozytywne słowa na Twój temat nie przechodzą im przez gardło?

 

A TY?

Kiedy ostatnio komuś szczerze i bezinteresownie czegoś pogratulowałeś, tak po prostu? Czy naprawdę cieszysz się, kiedy Twoich przyjaciół spotyka coś dobrego – nawet jeśli to coś, czego sam bardzo pragniesz? Czy wspierasz swoich znajomych w ich inicjatywach? Czy oni wspierają Ciebie? To, czy potrafimy cieszyć się z cudzego powodzenia, może determinować nasze własne powodzenie w przyszłości.
Każdy potrzebuje czasami usłyszeć, że robi dobrą robotę. Lubimy być doceniani i lubimy słyszeć, że ktoś w nas wierzy, że damy radę, że niepotrzebnie się czegoś obawiamy i kiedy pytamy przyjaciół o zdanie, czasami chcemy tylko dostać szczere i od serca: no pewnie, kto jak nie Ty? Jasne, że dasz radę, bierz się do roboty! Bo nieraz fakt, że sami to sobie powiemy, nie wystarcza.

 

Część moich znajomych i rodziny bardzo mnie wspiera i dodaje skrzydeł lepiej niż Redbull – dzięki nim mam niesłabnące poczucie, że mogę w życiu wszystko (przy odpowiednim nakładzie pracy). Są też osoby, które nigdy nie powiedziały mi, że coś robię dobrze, nigdy nie dodały otuchy i nie wyraziły się pozytywnie na temat jakiegokolwiek mojego osiągnięcia – choć ja je zawsze szczerze dopingowałam. Przyczyn takiego zachowania może być wiele. Może te osoby same wychowały się w domach, w których nikt ich wystarczająco nie komplementował, nie wspierał, nie doceniał tak mocno jak powinien – i teraz nie potrafią dać tego innym. A dla nikogo nie będzie dobrym przyjacielem ten, kto nie potrafi cieszyć się cudzymi sukcesami i dopingować do kolejnych. Kiedy ostatni raz powiedzieliście komuś, że jesteście z niego dumni? Kiedy sami to usłyszeliście?
Jeśli czujesz się niedoceniany, przerwij wreszcie to zamknięte koło i zacznij dla odmiany głośno i szczerze doceniać innych. Moja hipoteza jest taka, że jeśli nauczysz się cieszyć cudzym szczęściem i wyrażać to na głos, sam poczujesz się szczęśliwszy. Docenianie ludzi i gratulowanie im sukcesów jest cholernie ważne. Wszyscy robimy tego za mało.

 

ZAWIŚĆ

To taki drugi, pokrewny temat. Czasami nie potrafimy doceniać i gratulować, bo tak naprawdę to trochę zazdrościmy. Muszę powiedzieć, że rzadko komuś czegokolwiek zazdroszczę, ale kiedy już się to zdarzy, bywa kiepsko! Ostatnio na przykład znalazłam miejsce, w którym chciałabym pracować. Miejsce, w którym czułabym się naprawdę świetnie, które byłoby zgodne z moimi wartościami, w które przelewałabym z ochotą mój czas, energię i talenty – no po prostu NAPRAWDĘ FAJNE MIEJSCE PRACY. Zaczęłam oglądać sobie zdjęcia zespołu, który już tam jest, osób, które współtworzą te świetne projekty w świetnej atmosferze i jeszcze paskudy wrzucają fotki, jak to się dobrze bawią i jakie świetne rzeczy organizują, i normalnie ZAGOTOWAŁAM SIĘ. Paskudy jedne, JA TEŻ TAK CHCĘ JAK WY.
Troszkę to była żartobliwa zazdrość, ale jednak zazdrość! W końcu stawka to coś dosyć rzadkiego w dzisiejszych czasach, mianowicie BARDZO FAJNA PRACA. Na szczęście w porę przypomniałam sobie, że ja też mogę tam być. Przecież wiem, co trzeba zrobić, żeby to było możliwe. Trzeba reprezentować sobą odpowiednią wiedzę, doświadczenie i podejście – trzy rzeczy, na które mam wpływ. Zamiast syczeć z zazdrości do tych Paskud, co wrzucają zdjęcia z Super Miejsca, uśmiecham się i nazywam ich pieszczotliwie Moimi Przyszłymi Kolegami z Pracy. Zanim się poznamy musi jeszcze minąć trochę czasu, ale to na pewno nastąpi! Jestem idealną kandydatką na tę fuchę, choć oni jeszcze tego nie wiedzą. Wszystko w swoim czasie. Niezależnie jednak od rozwoju sytuacji, trzymam kciuki za ich biznes – jest naprawdę super, oby takich było jak najwięcej.

 

SŁOWEM ZAKOŃCZENIA

Na zazdrość widzę więc taką metodę: ucieszenie się, że komuś udało się już to, do czego Ty też dążysz. Potraktowanie tego jako pozytywnej motywacji i wspaniałego kopniaka w tyłek. Podziękowanie tym osobom za wspaniałego kopniaka i wzięcie się samemu do roboty! Za każdym wielkim osiągnięciem kryje się praca. Warto innym gratulować, doceniać ich, wspierać w dalszych przedsięwzięciach.
Przypomnij sobie, w jaki sposób lubisz być doceniany i co czujesz, gdy bliscy mówią Ci, że są z Ciebie dumni. Przypomnij to sobie dokładnie i właśnie takie komunikaty wysyłaj dalej – w ilości sześciokrotnie większej od tych, które sam dostajesz. To tak niewiele i tak dużo, kiedy będziemy sobie wzajemnie dodawać wiary i otuchy! Po roku regularnego stosowania tej strategii daj mi znać, jak poprawiła się jakość Twojego życia.

 

Moje przeczucie mówi mi, że poprawi się OGROMNIE.

  • Naprawdę świetny wpis! Też sobie o tym niedawno myślałam :) Wiesz, moim zdaniem zawiść bierze się zazwyczaj z kompleksów. Uwielbiam obserwować ludzi i często widzę to w ich motywach. Poza tym nie muszę szukać daleko, sama po sobie widzę, że kiedyś zdecydowanie częściej przemawiała przeze mnie zawiść. Ale to paskudne uczucie! Zatruwa od środka i tak naprawdę najbardziej szkodzi osobie, która to czuje, a nie tej, której chce się zrobić coś na złość. W moim przypadku dobre poznanie siebie pozwoliło mi wrzucić na luz :) Nie muszę być we wszystkim najlepsza, świetnie, że są lepsi ludzie, od których można się uczyć. W końcu ja też w niektórych rzeczach jestem dobra. A komplementowanie za to jest cudowne! Widzieć ludzkie reakcje… :)

    Rozpisałam się, wybacz, ale to i tak tylko część tego, co chciałabym napisać, bo lubię takie tematy :)

  • Jarosław Kamiński

    Ja krócej niż Marta :)
    Zgadzam się. Myślę, że do tego każdy musi dojrzeć. Całość spuentować można słowami (nieznanego autorstwa?): „prawdziwych przyjaciół poznajemy po tym, jak znoszą Twój sukces.”

  • Jarosław Kamiński

    Ja krócej niż Marta :)
    Zgadzam się. Myślę, że do tego każdy musi dojrzeć. Do tekstu pasują słowa (nieznanego autorstwa?): „prawdziwych przyjaciół poznajemy po tym, jak znoszą Twój sukces.”

  • Karolina

    No to ja już teraz zacznę i pogratuluję Ci bardzo ciekawego wpisu z którym oczywiście się zgadzam :) Trzymam kciuki za Ciebie i Twojego bloga, oby tak dalej!
    P.S. Wpis o językach jakoś jeszcze bardziej mnie zmotywował do nauki niemieckiego :)

  • Wator

    Kidaś, Ty wiesz, że jestem absolutną fanką Twojej całej działalności internetowej i życiowej, a Twoje „próbowanie” nowych rzeczy zawsze mnie inspirowało. Ale ten blog jest absolutnie fantastyczny! Co prawda bardzo mi się nie podoba, że zniknął post o kole życia, bo był fajny :-)
    A tak co do postu to mi się wydaje, że to wszystko wynika z braku pewności siebie. Prosty przykład, sytuacja z labu o której słyszałam: przyszła nowa osoba Y i osoba X przyjaźniła się z Nią i pomagała Jej bardzo aż do momentu, kiedy nie poczuła, że Y jest zagrożeniem. Zabawne jest to, że teraz robią mega podobne rzeczy i mogłyby to robić razem, ale każda robi sama. Bo tak. A druga sytuacja już bardziej pozytywna to ostatnio robiłam zdjęcia na tym jubileuszu mojej szkoły i ilość cieplych slów ( w tym nagranie na poczcie głosowej z podziękowania i życzeniami by „świat był dla mnie dobry”) od jednego z głównym bohaterów fotografii – mimo, że nie były to rewelacyjne zdjęcia – bardzo mnie podbudowały. Taka szczera i czysta sympatia. Takie proste, a takie magiczne.

    A tak w ogóle to jak tak czytam tego Twojego bloga to myślę, że niedługo powstanie moje „sajenstajlowe” dziecko.

    Ściskam Cię Kidaś mocno i lecę do pracki.
    <3

  • rudawstazka.wordpress.com

    Złapałam się pare razy na myśli, że czyjś sukces w jakiejś konkretnej dziedzinie mnie za bardzo nie cieszy. Dalej mnie to łapie co jakiś czas, ale odkąd mam tego świadomość, łatwiej mi sobie z tym uczuciem radzić. A poza tym to nie jest wina np koleżanki, że ja mam problemy z tym, co jej się w życiu udało.
    No i trzeba przyznać, że świat byłby o niebo lepszym miejscem, gdyby wszyscy potrafili doceniać swoje i cudze sukcesy i nie bać się mówić o tym głośno :D

  • Cudowny tekst! Sama zawsze twierdzę, że prawdziwych przyjaciół nie poznaje się w biedzie, a poznaje się ich po tym jak reagują na nasze szczęście :)