Wiele zainteresowań i żadnej specjalizacji. Czy to ma sens?

Fajnie jest się w czymś specjalizować. To znaczy tak mi się wydaje, że fajnie, bo mnie to raczej nie dotyczy. Czy ktoś jeszcze na sali ma problem z odnalezieniem tej jedynej pasji i powołania zawodowego?

 

Można o mnie powiedzieć dużo rzeczy, ale na pewno nie to, że się na czymś naprawdę znam. To znaczy mam ogólne rozeznanie w wielu dziedzinach, natomiast w żadnej nie jestem ekspertem – ba, nawet się do tego stanu nie zbliżam.

Trzeci rok studiuję Finanse ze specjalnością Inwestycje, łączy się z tym więc pewna ogólna wiedza o rynkach, gospodarce, rachunkowości i tak dalej. Nawet lubię te studia. Gdyby nie one, pewnie nigdy nie chciałoby mi się zgłębić pewnych podstawowych kwestii ogólnożyciowych, które choć wykładane głównie na uczelniach ekonomicznych, dotyczą każdego człowieka. Mowa o rozumieniu na przykład systemów emerytalnych, ubezpieczeń, podatków, funkcjonowania banków, ogólnych reguł rządzących gospodarką. Kiedyś kompletnie nie miałam do tego głowy i czuję, że tak by zostało, gdyby nie moje obecne studia. Myślę, że przy odrobinie wysiłku, można dzięki temu zostać bardziej świadomym ekonomicznie obywatelem, wybierać polityków mających bardziej racjonalne propozycje, umieć w miarę rzeczowo ocenić wydarzenia na świecie. Na pewno może to też pomóc w przyszłości przy zakładaniu własnej działalności. Startuje się w końcu z innego poziomu przedsiębiorczości, chociaż to też zależy od indywidualnego rozgarnięcia – można nie mieć przez całe życie żadnych zajęć ekonomicznych i świetnie ogarniać temat. U mnie by się to nie sprawdziło, właśnie studia dały mi pretekst do takiego rozeznania ogólnożyciowego. I cieszę się, że wybrałam akurat ten kierunek.

 

TO W CZYM PROBLEM?

Tak jak napisałam, uważam te wszystkie zagadnienia za ważne i ciekawe. Przynajmniej kiedy zgłębia się je na poziomie ogólnym, nie wnikając za bardzo w szczegóły szczegółów. Ja mam jednak to do siebie, że interesują mnie rzeczy na poziomie makro – lubię rozumieć mechanizmy, mieć ogólne spojrzenie z lotu ptaka, widzieć powiązania pomiędzy zjawiskami. Nie lubię natomiast zagłębiać się w każdą rzecz z osobna na poziomie najbardziej elementarnym.
Pytanie: czy to jest normalne? Czy można funkcjonować interesując się rzeczami głównie na poziomie ogólnych procesów, nie wybierając specjalizacji? Coś mi się właśnie wydaje, że nieszczególnie.

 

CZAS NA DECYZJE

No i widzicie. Tu następuje taki punkt, kiedy generalnie uważam studiowanie Finansów za ważne i ciekawe, natomiast trudno mi jest wyobrazić się w konkretnej powiązanej z tym branży – zachowując jednoczesne poczucie satysfakcji z pracy. Być może się mylę, pewnie jeszcze za mało rzeczy spróbowałam, być może też najzwyczajniej w świecie w dupie mi się przewraca i jestem typowym przedstawicielem pokolenia Y, które nie tylko chce gdzieś pracować i dobrze zarabiać, ale jeszcze naprawdę to lubić i wynosić z pracy spełnienie i satysfakcję. Science-fiction jak nic!
Możemy obstawić wspólnie czas, w którym zejdę na ziemię. Dokumentacja ewentualnej zmiany myślenia odbędzie się zapewne na blogu. Być może za rok o tej porze napiszę post jako etatowa pracowniczka wielkiego finansowego korpo, która przez większość dnia klepie excele i siedzi z nosem w liczbach. To może być blog dla potomnych w formie relacji: Jak umierają zawodowe marzenia. Ewentualnie może być też odwrotnie – blog jako dokumentacja długiej drogi do spełnienia marzeń, kiedy na początku wszystko wydawało się nie mieć sensu, a na końcu wyszła z tego całkiem zgrabna całość. Ten drugi scenariusz podoba mi się bardziej!

 

WIELE ZAINTERESOWAŃ BEZ ZASTOSOWANIA

Ludzie, którzy mnie znają wiele lat, żartują sobie czasami tekstami w stylu: nie zdziwiłoby mnie, gdybyś pewnego dnia postanowiła pójść na medycynę. Z pewnością wielu moich bliskich nie mrugnęłoby nawet okiem.
Kiedy wybierałam kierunek studiów w klasie maturalnej, zastanawiałam się pomiędzy arabistyką, filologią szwedzką, inżynierią środowiska i reżyserią dźwięku. Ostatecznie wybrałam reżyserię dźwięku, na którą zabrakło mi jednego punktu w teście wstępnym, więc poszłam na Akustykę – Protetykę słuchu. Studiowałam ją przez prawie rok, zanim porzuciłam Wydział Fizyki UAMu na rzecz Finansów i Rachunkowości, gdzie jestem do dziś.
Lubię języki obce i chętnie się ich uczę, chociaż nie mam pojęcia, do czego może mi się przydać przykładowo niemiecki. Na dzień dzisiejszy nie mam w planach wiązać się jakkolwiek z Niemcami, nie będę też przecież nauczycielem ani tłumaczem. Po co to robię? Nie wiem, ale lubię to i może się kiedyś przyda.
Przez kilka lat grałam na gitarze, złapałam podstawy muzyki. Dwie gitary, elektryczna i akustyczna, kurzą się dziś w szafie, ale czasami do nich wracam. O dziwo, palce jeszcze sporo pamiętają, kiedy raz na jakiś czas wyciągam instrument, żeby się o tym przekonać. Po co mi było te kilka lat edukacji muzycznej? Nie wiem, ale uwrażliwiło mi to z pewnością słuch i dziś inaczej odbieram dźwięki, niż gdybym nigdy nie wzięła instrumentu do ręki. Nie żałuję spędzonych na tym długich godzin i myślę, że temat grania jeszcze do mnie kiedyś powróci.

 
Robię ostatnio dużo zdjęć – wraca mi zapomniana na parę lat fascynacja fotografią. Interesuje mnie marketing internetowy, śledzę też uważnie biznesy ulubionych freelancerów. Lubię pisać, lubię czytać, zawsze interesowała mnie literatura i kultura. Nie poszłam na dziennikarstwo ani na filologię polską głównie za sprawą głosu rozsądku: podpowiadał, że wiele mi to nie pomoże, a pisać można się przecież uczyć zawsze. Dylemat sprowadzał i sprowadza się nadal do dwóch rzeczy. Serce mówi: pisz, twórz i otaczaj się tym, co lubisz! Mózg natomiast: myśl racjonalnie, myśl praktycznie, zarabiaj! Challenge życia – robić jedno i drugie jednocześnie.

Teraz mam ochotę rozpocząć naukę rysowania. Tak po prostu, na własne potrzeby i w oderwaniu od tego, co robię na studiach. Chciałabym też szkolić się w grafice komputerowej, lepszej obróbce zdjęć i obsłudze Photoshopa. Nie wiem jeszcze, po co mi to i czy na pewno się przyda, ale mam na to wielką ochotę.

 

ROZDRABNIANIE SIĘ CZY NIE?

Częściowo usprawiedliwiam to podejmowanie zajęć zupełnie ze sobą niepowiązanych przemową Steve’a Jobsa Connecting the dots. Nie żebym była fanką Steve’a, ale to wartościowa wypowiedź. W przemówieniu na Uniwersytecie Stanforda opowiada on, jak rzeczy pozornie ze sobą niepowiązane, po latach złożyły się w jego życiu w całość. Przykładowo: zapisał się kiedyś na kurs kaligrafii, ucząc się rzeczy, które wydawały się nie mieć praktycznego zastosowania. Fascynowało go to, choć było zupełnie nieprzydatne. Po 10 latach użył wyniesionych stamtąd umiejętności, projektując pierwsze czcionki komputerowe do ówczesnego Macintosha.
Jest też taki ciekawy występ Emilie Wapnick Why some of us don’t have one true calling. Emilie mówi o zaletach posiadania wielu różnych umiejętności i o tym, że najciekawsze pomysły na biznes powstają z połączenia kilku totalnie odmiennych dziedzin. Na przykład pełen pasji geograf-projektant stworzy coś, czego nigdy nie stworzyłby ani zwykły geograf, ani zwykły projektant. Takie punkty styku różnych branż dostarczają wielu pomysłów do własnej niszy.

 

 

Więc może to ma sens. Takie pozwolenie sobie na rozwijanie zainteresowań również w kierunkach, które wydają się dzisiaj kompletnie niepraktyczne, a nawet abstrakcyjne. Mam teraz ochotę uczyć się rysować, choć powinnam zajmować się raczej analizą finansową spółek giełdowych, ale dlaczego nie?

Co myślicie na ten temat? 

  • Całe moje życie w jednym wpisie :D Ogromnie wierzę w to, że jeżeli coś nas chwyta za serce, to nie można z tym walczyć i odrzucać na zasadzie „nie będę poświęcać temu czasu, bo to jest niezgodne z moją obraną ścieżką kariery”. Zainteresowania i hobby są od tego, by dawać radość i spełnienie. Kiedyś moje liczne zainteresowania sprawiały jedynie, że czułam frustrację przez swój „słomiany zapał”. Teraz naprawdę wierzę w to, że niektóre rzeczy można ze sobą połączyć i może kiedyś z tego żyć, a to co robię dla funu, robię dla funu ;)

    Chyba mamy sporo wspólnego ;)

    • Mi się w ogóle wydaje, że sporo osób ściemnia sobie swój „słomiany zapał”, który w dużej części jest po prostu ogromną ciekawością świata i potrzebą wyrażania siebie na wiele różnych sposobów, a to przecież wielka zaleta :) Również jest to pewna otwartość na ciągłe podejmowanie się nowych dziedzin, pozytywna odwaga do eksperymentowania. Większość życia wydawało mi się, że mam słomiany zapał, a dzisiaj widzę to zupełnie inaczej. Może wszyscy powinniśmy wyciągać zalety z naszych pozornych „wad”, bo widzimy głównie tę mroczniejszą stronę medalu.

      Oj mamy sporo, już dawno zauważyłam! :)

  • Uważam, że wszystko co w życiu robimy, gdzieś tam w przyszłości może zaprocentować. Nigdy nie wiadomo co nam się przyda, na kogo trafimy na swojej drodze zawodowej. A nuż kiedyś pasja pozwoli znaleźć wspólny język z kimś, kto zaoferuje nam jakąś ciekawą pracę itd. Nie ma co walczyć ze sobą, trzeba działać, szczególnie na tym polu, które sprawia nam przyjemność i daje poczucie samorealizacji. Reszta powinna przyjść sama :)

    • Zgadzam się :) Czas zdjąć z siebie wreszcie filtry w stylu „powinnam robić to i to”, „najrozsądniej by było” i tak dalej, próbując się wpasować w jakiś społeczny schemat. Jak się pozwoli sobie na wolność i rozwój naturalnych zainteresowań, nawet tych pozornie nieprzydatnych, to mogą z tego wyjść ciekawe rzeczy!

  • Mam podobny problem. Jestem z powołania pedagogiem, ale za nic w świecie nie jestem w stanie skupić się na jednej części tej szerokiej dziedziny. Interesuje mnie tak wiele rzeczy, że nie potrafię się w 100% ukierunkować.

    • Jeśli Cię jara pedagogika to super, bo dobrych nauczycieli z pasją jest stosunkowo mało, niezależnie od przedmiotu :) Cokolwiek wybierzesz, będzie to z korzyścią dla podopiecznych, jeśli się tym naprawdę interesujesz i przekażesz fajnie wiedzę. Nawet jeśli oficjalnie będziesz musiała się ukierunkować w tylko jednej dziedzinie, to przecież możesz przemycać informacje z wielu innych – dzieląc się swoimi szerokimi zainteresowaniami i wykorzystując ten potencjał jak najpełniej.

  • Tak bardzo o mnie! Mam to samo. Interesuje mnie wiele rzeczy jednocześnie i chciałabym robić wszystko, ale jak mam podać jedną konkretną specjalizację, to po prostu takiej nie ma. Nie wiem czy to wada, myślę, że elastyczność na rynku pracy też jest rzeczą cenną :)

  • Dziewczyno, Ciebie po rachunkowości i z niemieckim to firmy będą prosić, żebyś u nich pracowała. Wiem, jak to teraz wygląda z ludźmi po germanistyce, jak za nami wydzwaniają, a jak jeszcze jesteś po rachunkowości, to jesteś dla nich na wagę złota. ;)

    • To jest fajna myśl, że z głodu nie zginę, ale w rachunkowości miałam już okazję pracować w polskim biurze – nie jest to dla mnie praca marzeń:P Natomiast pieniądze są często fajne (w ofertach niemiecki + wykształcenie ekonomiczne), prawda.
      To może być dobra opcja B lub C (ewentualnie Z), jeśli nie wypalą mi inne, ciekawsze dla mnie rzeczy. Więc choćby dlatego warto się uczyć niemieckiego:)

  • Hej Natalia. nie martw się. Jesli jakoś Cię to pocieszy – to życie koniec końców jakoś to zweryfikuje, a w szczegolnosci praca zawodowa. Najważniejsze żeby cały czas sie rozwijac – nawet jesli to sa powierzchowne rzeczy, to warto znać sie na różnych rzeczach chocby po trochu, a w razie potrzeby drazyc temat. Zreszta – jestes blogerka, to wiesz o czym mowie. Kazdy z nas jest takim kombajnem/maszyna wielofunkcyjna ktora zna sie i na social mediach, i na grafice i na fotografii i na szeroko pojetych Internetach. I nie zdziwię się jeśli to czego uczysz sie przy projekcie jakim jest blog przyda Ci sie potem w pracy zawodowej w ten czy inny sposób :)

  • Ja myślę, że każdy ma prawo żeby sprawdzać co jest dla niego najlepsze, a na to potrzeba czasu! I nie ma jakiejś odgórnej granicy do kiedy trzeba to zrobić. W życiu trzeba szukać, eksperymentować.
    A z drugiej strony wiedza „ogólna” jest bardzo potrzebna, moim zdaniem, szczególnie w finansach. Gdy jesteś jak ja, dyrektorem finansowym jakieś firmy to musisz się orientować w bardzo wielu zagadnieniach, tych finansowych, ale i marketingowych, prawnych czy nawet produkcyjnych. A nie jesteś w stanie ich perfekcyjnie znać. Wtedy korzystasz z wiedzy specjalistów. Może Twoja droga nie wiedzie przez specjalizację? Kto wie :) Powodzenia w szukaniu.

  • Sylwia Antkowicz

    Myślę, że wiele młodych osób ma mętlik w głowie i nie wie, czemu się poświęcić. Z jednej strony liceum i studia nakłaniają do ukierunkowania się – najlepiej wybrać taki profil w liceum, aby łatwiej zdać maturę z przedmiotów, potrzebnych przy rekrutacji na studia. Na studiach też trzeba wszystko robić, by wzbogacać swoje cv, aby po studiach dostać pracę. A co jeśli człowiek nie wie, co chce robić przez następne lata? Ja czasem mam myśli, że gdybym mogła – wybrałabym inne studia, inaczej pokierowała ścieżką kariery… A im później tym trudniej to zmienić.

    • Mam wrażenie, że przynajmniej połowa młodych ludzi ma ten problem (jeśli nie znacznie więcej) – nie wiemy, co chcemy robić, a kiedy wreszcie do tego powoli dochodzimy, jest już trochę późno… bo za chwilę trzeba się będzie samemu utrzymywać i zarabiać pracując w zawodzie, którego się wyuczyliśmy (a właśnie odkryliśmy, że wolelibyśmy się jednak wyuczyć innego). Myślę, że nigdy nie jest za późno, jest jedynie trudniej. Nadal możesz uczyć się tej rzeczy, o której mówisz, że żałujesz nie wybrania jej parę lat wcześniej – minus jest taki, że pewnie masz mniej czasu, być może musisz to robić po godzinach, bo pracujesz już w innej branży… Ale mimo wszystko warto. Lepiej zintensyfikować pracę przez jakiś czas i rozwijać się „na dwa fronty”, żeby po jakimś czasie móc pracować w tym drugim, bardziej lubianym :) To na pewno nie jest proste, ale nie można się poddawać!

  • Asia – Matka w Kratkę

    Rozumiem Cię dobrze! I mam w tym temacie dwie myśli. Pierwsza – ja też nie miałam jednej pasji definiującej życie i drogę zawodową. Ale uważam, że warto podążać za swoimi zainteresowaniami. Może coś przerodzi się w drogę zawodową, może nie. Ale o ile będziesz miała większą satysfakcję i poczucie spełnienia. Druga, która przyszła mi do głowy, kiedy przeczytałam o wpatrywaniu się w excele – czasem kluczem do wyboru własnej drogi mogą być właśnie możliwości rozwoju związane z danym stanowiskiem, możliwości nauki, realizacji interesujących projektow. I może warto wybierać pod tym kątem. Żebyś miała gwarancję, że nie utkniesz na dłużej w excelach.

  • wiesz co, zazdroszcze ci tylu zainteresowań, bo czytając twój post mam wrażenie że czujesz się „wolna”, a to w dzisiejszych czasach mało spotykane. Czytałam, że ponad 68% ludzi pracuje w branży, która nie daje im satysfakcji, a wymuszone jest to zarobkami i to się własnie często na tym kończy. Zarobki. Wiele osób idzie w zarobki, pomijając swoje pasje. Tobie życzę abyś miała dobre zarobki i przy okazji aby twoja praca była twoją pasją :)

  • Jasne, że rozwijanie się w różnych kierunkach ma sens! Nie wyobrażam sobie, żebym miała zamykać się na jedną dziedzinę. Sama skończyłam pedagogikę, teraz kończę socjologię. Po drodze miałam dwuletnią przygodę z socjologią. Na co dzień pochłaniam lektury z najróżniejszych obszarach, bo jestem strasznie ciekawa świata. Kiedyś miałam wyrzuty sumienia przez swój „słomiany zapał” i to, że chciałabym spróbować w życiu wielu rzeczy. Teraz wiem, że to po prostu jedna z cech mojego charakteru i nie ma co z nią walczyć :) Obecnie pracuję w rekrutacji i jedynie utwierdzam się w przekonaniu, jak niezwykle ważna jest otwartość, elastyczność i chęć nauki.

  • Jakbym czytała o sobie. :) Też się kiedyś zastanawiałam czy to, że interesuję się tyloma rzeczami, a przy tym nie lubię wchodzić w temat zbyt szczegółowo, ma sens. Doszłam do wniosku, że skoro taka już jest moja osobowość, to musi to mieć sens. Przecież nie będę sobie robić przeszczepu osobowości :) I zamiast szukać na siłę tej jedynej pasji, idę za tym gdzie prowadzą mnie moje różne zainteresowania. Idę za tym, czego faktycznie chcę i jestem o wiele bardziej szczęśliwa niż w czasach, kiedy jeszcze próbowałam się dostosowywać. Myślę, że takie osoby jak ja są tak samo potrzebne jak i te, które wolą być ekspertami w jednej dziedzinie. Też się zastanawiałam w jaki sposób połączyć te wiele elementów w jedno. W obecnej chwili mogę to robić przy prowadzeniu mojego bloga. Może w przyszłości będzie to jeszcze co innego?
    Bardzo ciekawy artykuł, fajnie poznać kogoś kto w pewnych kwestiach „ma podobnie”. ;)

  • rudawstazka.wordpress.com

    Bywają takie okresy, kiedy strasznie zazdroszczę ludziom posiadającym pasję, że mają jedną, jedyną rzecz, którą zawsze kochali robić i nie muszą się zastanawiać nad tym, co robić ze swoim życiem. Ale w sumie, rzadko kiedy to tak sielsko wygląda, znam więcej osób, które bardzo lubią np śpiewać, ale doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie mają szans na zrobienie kariery muzycznej albo mimo miłości do jakiejś dziedziny, brakuje im talentu (no bo pewne rzeczy da się wyćwiczyć, ale nie wszystkie). I co wtedy?
    Chociaż to raczej moje gdybanie, bo ja o takim powołaniu mogłam marzyć najwyżej, mnie zawsze nosiło. A rodzice jeszcze mnie zachęcali, bo przecież każda umiejętność może się do czegoś przydać i narzekali na mój „słomiany zapał”, gdy zaczynałam szukać czegoś innego. Co do słomianego zapału to się z nimi nie zgodzę, ale co do przydatności różnorodnych umiejętności na pewno. A i frajda z uczenia się czegoś dla samej przyjemności uczenia się, a nie dlatego, że to nam do czegoś niezbędne, jest naprawdę wielka. :D

  • Hm. Chciałam zostać aktorką. Skończyłam dziennikarstwo. Najpierw pracowałam jako tłumacz, potem poszłam do branży IT, potem do audytu, obecnie pracuję w finansach :D I lubię to. Da się. Szczęśliwie to już nie jest tak, że trzeba koniecznie pracować w wyuczonym zawodzie, bo życie dostarcza wielu możliwości, by z powodzeniem branże zmieniać. A być specem od swojego hobby można po godzinach :) Co prawda nie zarobiłam na tym ani grosza, raczej do tego dopłacam, ale satysfakcja ogromna.

  • Nie wiedziałam, że Jobs wyznawał teorię połączonych kropek. Ja też ją wyznaję. Myślę, że wszystko w naszym życiu ma jakiś sens – wydarzenia lub decyzje na pierwszy rzut oka niepozorne mogą prowadzić do czegoś naprawdę niesamowitego. Ja np. uważam, że śpiewanie w chórze doprowadziło mnie do tego, że mam naprawdę interesującą pracę i zbieram fajne doświadczenia uczelniane oraz pracownicze za granicą. A nie wydaje mi się, by te dwie rzeczy łączyła jakaś szczególnie prosta linia…

    Dobrze byłoby znaleźć tę jedną konkretną rzecz – specjalizację. Ja cały czas mam wrażenie, że jej jeszcze nie znalazłam. Niby się interesuję akustyką, ale to jest tak szerokie pojęcie, że samo w sobie specjalizacją być nie może. Już np. akustyka budowlana bardziej. A może warto szukać swoich „specjalizacji” również w innych sferach życia. Potraktować to pojęcie szerzej. Nie jako główne wykształcenie, ale np. sposób bycia czy sposób spędzania wolnego czasu.

  • TED talk Emillie Wapnick od razu przyszedł mi do głowy przy czytaniu tego wpisu, zanim jeszcze doszłam do końca.
    Przez długi czas pokutowało u nas takie przekonanie, że trzeba iść określoną ścieżką zawodową. Najlepiej nie zmieniając zbyt często pracy. W takim systemie pracowali nasi rodzice i dziadkowie, którzy przeważnie byli zatrudnieni bądź prowadzili działalność w jednej branży lub nawet w jednej firmie/instytucji. Osoby zmieniające często zajęcie były raczej wyjątkiem, często traktowanym pobłażliwie ( „ten to nie potrafi znaleźć stałej pracy”).
    Na szczęście to podejście się zmienia. Coraz więcej osób zmienia pracę, a nawet kompletnie branżę co kilka lat pracy. Doświadczenie nabyte wcześniej zawsze się przydaje. Moim zdaniem zawsze dobrze jest mieć alternatywę dla tego co robimy, a łatwiej jest mieć alternatywę, jeżeli nasze zainteresowania są rozbudowane.
    Ciekawy wpis. Pozdrawiam!

  • Każda rzecz, jakiej się w życiu uczymy może się nam przydać w najmniej spodziewanym momencie, a z drugiej strony oprócz samej, głównej umiejętności wypracowujemy poboczne, które mogą codziennie byś wykorzystywane w naszym śyciu,
    Zawsze miałam jak Ty z tym problem, bo miałam mnóstwo zainteresowań, z wielu dziedzin wiedziałam coś, niecoś, ale nie byłam nigdy najlepsza z tej jednej, konkretnej. I zawsze też było to dla mnie wewnętrzną katorgą, bo ja bym chciała być najlepsza z jakieś dziedziny. Aż do momentu, kiedy wybrałam się do doradcy zawodowego, który powiedział mi, że właśnie takich, elastycznych ludzi teraz potrzeba. Bo tacy, jak ja, tworzą wszystko, łącząc kilka rzeczy w jedną, przy pomocy właśnie tych wyspecjalizowanych osób.
    Sama poznaję, szukam, uczę się rzeczy na których mi najbardziej zależy i które są moją pasją – odkryłam je mając 25 lat! I nawet wczoraj powiedziałam, że z tej dziedziny mogę zaginać, nawet ludzi, którzy tego uczą. Więc po latach odkryłam tą swoją dziedzinę, która bardzo luźno związana jest z wieloma innymi.

  • Czytałam Twój opis i cały czas myślałam, że podlinkuję Ci właśnie to wystąpienie Emilie Wapnick, ale widzę, że już znasz :) Mnie to wystąpienie swego czasu dodało dużo otuchy – też całe życie myślałam, że jestem niezdecydowana, nieogarnięta i generalnie dziwna (a dobre porady bliższych i dalszych ludzi w stylu „trzeba się wreszcie na coś zdecydować” skutecznie to przekonanie podsycały). Teraz staram się trzymać myśli, że to wszystko jest po coś i jak odległe nie byłyby moje zainteresowania, mogę połączyć je w jedną całość w unikalny dla mnie sposób ;)