Zapotrzebowanie na kulturę

Czasami, kiedy człowiek ma bardzo dużo na głowie, potrafi się wkręcić w takie śmieszne zamknięte koło. Ma coś ważnego do zrobienia, nie może przestać o tym myśleć i jest to stresujące, ale jednocześnie… nie może się zabrać do działania. Znacie to?

Kiedy miałam na następny dzień dostarczyć dwa gotowe rozdziały pracy licencjackiej, wpadłam właśnie w coś takiego. Był to już termin dość ostateczny i zależało od niego zaliczenie mojego poprzedniego semestru, a ten wisiał mi niezaliczony już o wiele za długo. Choć normalni studenci mieli już semestr zimowy zamknięty, ja nie mogłam mieć, dopóki nie oddam promotorce wystarczająco dobrych dwóch rozdziałów licencjatu – taka była umowa. A że moja promotorka jest osobą konkretną i nie chodzi na ustępstwa – albo dorodne dwa rozdziały, albo nie ma oceny i niech dziekanat robi z panią, co zechce.

No więc trwał wieczór poprzedzający mój termin ostateczny. Przez cały dzień tak mocno krążyłam wokół tej pracy, tyle razy coś w niej poprawiałam, przewijałam ją w Wordzie w górę i w dół, że w pewnym momencie nie mogłam napisać żadnego nowego słowa, chociaż brakowało mi wtedy już niewiele. Siedziałam nad tym zupełnie nieefektywnie i bez sensu się denerwowałam.

 

I nagle w przypływie natchnienia myślę: dobra, walić to, obejrzę sobie Dzwonnika z Notre Dame.

 

Bo disneyowskiego Dzwonnika planowałam obejrzeć już dawno. Mam teraz małą fascynację twórczością Victora Hugo, który jest autorem między innymi Katedry Marii Panny w Paryżu i Nędzników. Z obu tych historii stworzono piękne musicale – z Notre Dame de Paris znam tylko niektóre utwory, a Les Misérables obejrzałam póki co w wersji filmowej z 2012 i przepadłam na dobre. Oba spektakle marzą mi się na żywo. Notre Dame jest obecnie grane w Teatrze Muzycznym w Gdyni, a Nędznicy będą mieć swoją premierę jesienią w Łodzi – ciężko o bilety, ale mam to wszystko na oku!

Twórczość Hugo była na tyle inspirująca, że na bazie jego powieści powstało wiele kolejnych tworów kultury. W tym także Dzwonnik z Notre Dame Disneya, który może jest zmodyfikowaną i uproszczoną historią na potrzeby dzieci, ale ma ten paryski klimat. Więc ja sobie tamtego wieczoru postanowiłam Dzwonnika obejrzeć.

Tak mnie ta atmosfera Paryża wciągnęła, że nie myślałam podczas oglądania o niczym innym. Pochłonięcie fabułą i zupełny relaks. Mogłoby się wydawać, że to odrobinkę nierozsądne w takim ważnym momencie, ale nie! Ja to sobie z radością obejrzałam, mój mózg zrelaksował się jakby co najmniej wziął pachnącą kąpiel w wannie i o godzinie 21 zabrałam się do dalszej pracy ze świeżą głową. Poszło mi sprawniej niż kiedykolwiek – do północy uwinęłam się ze wszystkim i sama byłam zaskoczona, ile zrobiłam. Historia zakończyła się happy endem, bo zaliczenie semestru szczęśliwie dostałam i teraz bezstresowo mogę powoli pisać ostatni rozdział pracy. To fajna myśl, że na koniec marca mam 2/3 tematu z głowy, choć obrona dopiero w czerwcu. Ale jaka jest puenta z tej historii?

Zaskoczyło mnie na nowo, jak bardzo potrafi odprężyć mózg zaangażowanie się w fabułę. I to może być cokolwiek – książka, film, serial, musical, cokolwiek się lubi. Warunkiem jest, że ma pochłaniać na tyle, że człowiek w ogóle nie myśli o innych sprawach i skupia się tylko na oglądanej/czytanej historii. Znacznie efektywniejsza okazała się dla mnie ponadgodzinna przerwa, niż gdybym siedziała nad tym Wordem cały czas, kręcąc się w kółko i złoszcząc na siebie.

 

Nie ma lepszego sposobu na oderwanie od niechcianych myśli niż wciągnięcie się w dobrą fabułę.

 

Czytam teraz pewną powieść kryminalną J.K.Rowling – nie wiem czy wiecie, ale wydała ona kilka niezłych kryminałów pod psedonimem Robert Galbraith. Też mnie to miło angażuje i odciąga od myśli, których nie potrzebuję. Ile razy chcę się pomartwić, sięgam po śledztwa detektywa Strike’a i wspólnie z nim rozkminiam, kto tak naprawdę zabił. Czy istnieje lepszy sposób na relaks przed snem?

Bardzo zwracam ostatnio uwagę na to, ile zawdzięczam twórcom, pisarzom, reżyserom, muzykom. Kultura i możliwość zanurzania się w różne rzeczywistości to coś, czego nikt tam nie zabierze – zawsze jest w zasięgu ręki, często darmowe, wystarczy tylko po to sięgnąć. Korzysta na tym wyobraźnia, dobre samopoczucie, spokojniejsza głowa i higiena umysłu. Jak dobrze, że różne wybitne osoby stworzyły dla mnie światy, w które mogę sobie w każdej chwili wejść!

Książki, filmy i dobre seriale były w moim życiu zawsze. Fascynacja muzyką musicalową i występami na żywo jest u mnie jednak stosunkowo nowa, ale postępuje w szybkim tempie. Miałam w tym miesiącu okazję być na dwóch wspaniałych recitalach – Kuby Jurzyka i Karoliny Warchoł ze Studia Accantus. Było, mówiąc w dużym skrócie, pięknie. Ludzki głos jest najwspanialszym z instrumentów, a kiedy ktoś robi to dobrze, może hipnotyzować jak nikt i nic innego. Muzyka na żywo to zupełnie coś innego niż muzyka z Youtube’a – inne emocje, odbiór, nie ma nawet o czym mówić. Warto wydawać pieniądze na teatr czy koncerty, bo to coś żywego, co dzieje się na naszych oczach. Jest niepowtarzalne, za każdym razem wychodzi artystom odrobinę inaczej, pozwala na wymianę energii pomiędzy aktorami i publicznością.

Na fali zachłanności muzyką na żywo kupiłam też bilet na grany w tym tygodniu musical Zakonnica w przebraniu, bo udało mi się go dostać w niezłej cenie. Zanim zacznę szalone wycieczki na większe i droższe spektakle, wyczerpię repertuar poznański, skoro jestem na miejscu. Mam dziwne wrażenie, że będę teraz częstym gościem teatrów muzycznych… Ale kurczę – jeśli na coś warto wydawać pieniądze, to właśnie na takie przeżycia!

Dużo jest wokół nas polityki, stresu, narzekań i wydarzeń jeżących włosy na głowie. Dla mnie przeciwwagą takiego świata jest właśnie sztuka, która pozwala zachować równowagę. Jeśli się dobrze szuka, to na wyciągnięcie ręki mamy do dyspozycji bardzo dużo piękna – trzeba tylko chcieć je znaleźć.

 

 

  • O tak! Dla mnie sztuka to również doskonały relaks i oderwanie się od świata i jego problemów!

  • Dla mnie w takich sytuacjach najlepszym relaksem był spacer i wyjście z domu. Siedzenie w pomieszczeniu, które kojarzyło mi się tylko z natłokiem myśli, z których i tak nic nie wynika sprawiało że moja twórczość spadała do minimum. Nigdy nie próbowałam oderwać się od czegoś co mi nie wychodzi z powodu przegrzania zwojów mózgowych oglądając filmy czy seriale, ale to rzeczywiście może być bardzo ciekawy sposób! :)

    A to, że masz napisane już 2/3 pracy to doskonale znam i powiem Ci z doświadczenia, że to jest super. Sama miałam bardzo wymagającego promotora, który tak zacisnął nam pasa, że w kwietniu nasze pracy wymagały jedynie drobnego liftingu. Kiedy pozostali dopiero zaczynali, my mieliśmy do końca czerwca dużo spokojniejszy czas. :D I choć na początku byłam zła, że inni mają laby, a my musimy działać to potem byłam z tego zadowolona, że nie ma presji czasu i obaw, że nie zdążę. :)

  • Ostatnio byłam na Ziemi Obiecanej w teatrze i choć nie przepadam za takimi lekturami, to jednak mnie to wciągnęło. Teraz wiem więcej o własnym mieście, nie mówiąc o tym, że miałam możliwość po raz kolejny w tym roku podziwiać kunszt aktorski łódzkich artystów:) Kiedyś nie zależało mi na chodzeniu do teatru czy na koncerty, ale to wszystko się zmieniło odkąd tego posmakowałam. Można by powiedzieć, że to tak jak z jedzeniem jakiś potraw- czasem mówimy, że czegoś nie lubimy mimo że nigdy nie mieliśmy tego w ustach, a po spróbowaniu okazuje się, że chcemy więcej:)

    • Przeczytałam opis Ziemi Obiecanej i wydaje się być super. Nigdy nie byłam w Łodzi, ale może zmienię to w tym roku przy okazji premiery Nędzników :) Chyba macie tam niezłe teatry! Na pewno ciekawy musi być spektakl, który odkrywa przed nami tajemnice własnego miasta. Ja w ogóle lubię, kiedy bohaterem jest miasto – zawsze po zapoznaniu się z takim dziełem zmienia mi się do niego stosunek. O Łodzi w rejonach Polski, w których mieszkałam (podkarpacie, wielkopolska) wie się bardzo mało, a przecież jest z nią związanych wielu artystów.

      • Myślę, że Ziemia Obiecana cię nie zawiedzie, skoro kręcą cię takie klimaty:) Teatry mamy naprawdę dobre, więc zapraszam. Wiesz, u nas też nie ma jakiegoś wybitnego zainteresowania innymi miastami- tyle się dzieje (szczególnie pod względem budowlanym), że ludzi jedynie interesuje, cóż nasze władze tym razem w Łodzi wymyślą:D

  • Bardzo podoba mi się wydźwięk Twojego tekstu :) Sama też często doświadczam tego, o czym piszesz – jak wielką siłę spokoju niesie za sobą zanurzenie się w takiej innej rzeczywistości. U mnie to najczęściej są książki i czasem, kiedy jestem w silnym stresie, potrzebuję trochę czasu, żeby oderwać się od swoich codziennych problemów i skupić uwagę, ale kiedy to już się uda, staję się dużo spokojniejsza.