Zazdrość, która nie jest zazdrością

Na fali kilkumiesięcznej fascynacji muzyką musicalową zaczęłam obserwować na Instagramie wielu moich ulubionych aktorów i wokalistów. Bo dzielą się na Instastory swoją rzeczywistością, która dla mnie jest magiczna – składa się na nią przebywanie na scenach pięknych teatrów, codzienne śpiewanie i próby, muzyka otaczająca ich z każdej strony.

 

TALENT I ŻYCIE NA SCENIE

Aktorzy musicalowi to zazwyczaj ludzie szalenie wszechstronni. Nie dość, że mają wyjątkowe umiejętności wokalne, to często także świetnie tańczą i są wyjątkowo urodziwi. Piękne ciało, wyćwiczony głos, doskonała dykcja i świadomy ruch sceniczny, tańczenie różnych stylów. Do tego życie przepełnione sztuką, sceną, występami… Praca, która jest pasją, bo w wywiadach wielu z nich mówi, że nie wyobraża sobie życia bez śpiewu, bez muzyki. Ta muzyka stała się już dla nich oddechem i nie da się jej odjąć.

Czasami, kiedy tak oglądam tych utalentowanych ludzi na ekranie telefonu czy komputera, bardzo im zazdroszczę. Zawsze mnie pociągało to wszystko, czym oni się zajmują, ale sama nie miałam ku temu odpowiednich predyspozycji. Patrzę na nich, słucham ich rewelacyjnych głosów i zastanawiam się, jak można być takim utalentowanym człowiekiem i mieć wokół siebie tyle piękna.

Ale później przenoszę uwagę z pozytywnych aspektów ich życia na te negatywne i tutaj obraz wygląda już nieco inaczej. Aktorzy musicalowi w większości bardzo dużo podróżują i stale żyją na walizkach. Jednego dnia grają w Warszawie, drugiego mają próbę w Gdyni, trzeciego jadą na spektakl do Łodzi. W dodatku cały czas muszą starać się o pracę i jeździć na castingi – nie ma możliwości, żeby spocząć na laurach. Bo musicale gra się w danym teatrze przez ileś miesięcy, a potem zdejmuje się je z afisza i pracy dla aktora w tej konkretnej roli już nie ma. Musi brać udział w castingach do kolejnych musicali, jeździć na nie do różnych miast i tak przez całe lata – zgaduję, że stabilizacja to ostatnie słowo, jakim ci ludzie mogą określić swoje życie.

Czy ja bym tak chciała? Nie, zdecydowanie nie. Kiedy spojrzę całościowo na życie osoby, której niby przez chwilę zazdroszczę, to jednak wcale nie jest tak kolorowo. Ci zdolni wokaliści są wspaniali i pod niektórymi względami mają naprawdę ciekawe życie, ale płacą za to wysoką cenę. Musi być trudno dbać o związek i życie rodzinne, kiedy cały czas jeździ się po Polsce – w dodatku nie wiadomo, czy za pół roku będzie się w ogóle miało pracę. Taki brak stabilizacji może wywoływać stres, który przenosi się na inne sfery życia… Biorąc to wszystko pod uwagę, moja mało stresująca i spokojna rzeczywistość wydaje mi się nagle o wiele atrakcyjniejsza.

 

HALLO ZU DEM NEUEN VLOG

Inna sytuacja. Oglądam prawie codziennie vlogi pewnej niemieckiej youtuberki o nicku Snukieful, która prowadzi także kanał Manda wraz ze swoim chłopakiem. Oglądanie ich vlogów to dla mnie najprostszy sposób na zachowanie kontaktu z językiem – nie mam w tej chwili żadnych zajęć niemieckiego, a z tych nagrań bezboleśnie wchłaniam jakieś nowe słówka. Marie i Alex codziennie publikują około 10-minutowego vloga nakręconego poprzedniego dnia i to taka idealna dzienna dawka germanizacji. We vlogu pokazują swoje fajne życie: są udanym związkiem, mają dwa puchate koty i ładne jasne mieszkanko w Stuttgarcie, stać ich na wiele i sporo podróżują. Próbują rzeczy, które są niedostępne wielu śmiertelnikom i na ile mogę to ocenić, są w tych vlogach szczerzy – chyba nie da się udawać tak długo i tak wiarygodnie. Wydawałoby się – wszystko super, naprawdę miła rzeczywistość. Ale później uświadamiam sobie, jak wielką cenę za to płacą i ile muszą oddawać swojej prywatności, żeby móc utrzymywać się z Youtube’a. Może i mają z tego niezłe pieniądze, ale płacą za to pokazywaniem dużej części swojego życia. Inni ludzie traktują to ich życie jak serial – ja traktuję ich życie jak serial, jak dobrą rozrywkę. Tymczasem dla nich to jest rzeczywistość. Nie wiem, czy tacy vlogujący codziennie ludzie nie czują się czasem jak w filmie The Truman show.

 

KASA!

Czasami wydaje mi się, że zazdroszczę ludziom mającym dużo pieniędzy, bo mogą pozwolić sobie na wiele materialnych wygód. Ale potem przyglądam się im bliżej i widzę, że z dużymi pieniędzmi łączy się ciężka praca – praca, która znajduje się w centrum życia i czasami przesłania inne jego sfery. Nie zarabia się milionów pracując osiem godzin dziennie i mając przeciętne zaangażowanie w to, co się robi. Zarabia się je, ustawiając sobie pracę jako wysoki priorytet i maksymalnie koncentrując się na wyznaczonych sobie celach.

A ponieważ człowiek nie jest robotem, to trudno jest połączyć bycie odnoszącą sukcesy i zarabiającą krocie bizneswoman z jednoczesnym byciem dobrą matką, żoną, siostrą i przyjaciółką, która zawsze ma czas dla swoich bliskich. Plus dba o siebie, o własne zdrowie, o higienę psychiczną. Znajduje odpowiednio dużo czasu na swoje zainteresowania i relaks, żeby w ogóle mieć siłę być pozytywną i wspierającą osobą na co dzień.

No nie da się ukryć, nie jesteśmy robotami. To są zawsze wybory.

 

SUKCES I ŻYCIE NA WYSOKICH OBROTACH

Czasami wydaje mi się, że zazdroszczę osobom, które potrafią robić wiele rzeczy naraz i jednocześnie prowadzą po kilka życiowych projektów, w każdym odnosząc sukces. Żyją na najwyższych obrotach, są bardzo efektywne i w młodym wieku mają już na koncie znaczące dokonania. Trochę zazdroszczę, ale potem przyglądam się im bliżej i dostrzegam, jakim stresem i obciążeniem psychicznym jest to okupione. Czasami też zaniedbaniem innych dziedzin życia. Pytam siebie: czy ja bym tak chciała?

Koniec końców wychodzi mi na to, że wolę osiągnąć w życiu mniej i zarobić mniej, ale zachować swój wewnętrzny spokój. Mieć czas na czytanie książek i bezczynne leżenie w słuchawkach, w których śpiewają mi do ucha moi musicalowi ulubieńcy.

Jest mi ta pozorna bezczynność potrzebna do zachowania psychicznego zdrowia. Ktoś może to nazwać lenistwem, a ja tego potrzebuję i dzięki temu mogę czuć się szczęśliwa. Jeżeli przy takich życiowych wyborach trzeba przekładać czasem duże wydatki na kolejny miesiąc i ma się pewne ograniczenia finansowe, to dla mnie brak większych stresów w życiu i tak jest tego wart.

Komukolwiek byśmy więc nie zazdrościli, warto przyjrzeć się jego rzeczywistości dokładnie. Na pierwszy rzut oka mogą być widoczne głównie pozytywy, ale pod nimi zawsze jest cena, którą przyszło za nie zapłacić.

I może się okazać, że tej zapłaconej ceny już wcale ludziom nie zazdrościmy.

W większości przypadków zazdrość bywa złudzeniem.

  • Ostatnio gdzieś wpadłam na takie zdanie, którego niestety nie przytoczę, ale sens jego był mniej więcej taki, że najczęściej oglądamy to co inni wystawiają na pierwszy plan i porównujemy to z naszym backstagem. A każde życie jest wieloaspektowe, każdy sukces ma swoją cenę, i jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało każda jasna strona ma swoją ciemną. A to czasem, w dobie social mediów, potrafi doprowadzić niektórych niemal do szaleństwa, podglądanie czyjejś jasnej strony i porównywanie jej z własną, ciemną :) Fajnie że poruszasz ten temat :)

  • Bardzo mądry tekst. Bardzo często widzimy to co z wierzchu, nie widząc drogi jaką ktoś pokonał i wysiłków jakie w coś wkłada, by osiągnąć sukces i zarobić pieniądze. Nic nie przychodzi łatwo. Najczęściej trzeba się sporo namęczyć i napracować, aby dojść do czegoś w życiu.

  • Takie jest własnie życie, nikt nie patrzy co kryje się po drugiej stronie zawsze tylko przyjmuje się do wiadomości tylko to co widać, a to jest tylko czubek góry lodowej. Szkoda, że mało osób patrzy na drugą stronę medalu.
    Świetny tekst ^-^

  • Bardzo fajny wpis, taki ciepły i mądry – bo faktycznie możemy zazdrościć wielu ludziom sukcesów, ale kiedy przychodzi do porównywania problemów to zazwyczaj wolimy swoje własne…

  • Każdy z nas jest inny i każdy powinien żyć według tego jak czuje. Nie zazdroszczę nikomu sukcesu, czasem wzrouję się na niektórych ludziach, potpatruję i staram się wcielać ich rady w życie. Dla jednych spokojne życie, związek, rodzina są najważniejsze. Inni z kolei marzą o życiu na najwyższych obrotach. To dobrze, że jesteśmy inni i mamy inne potrzeby inaczej świat byłby po prostu nudny :)